Argentyna | Berlin | Budapeszt
Costa de la Luz | El Rocío
Gibraltar | Kamieniec Podolski
Komárom | Majorka | Lwów
Paryż | Podole | Ronda
Sagres | Sankt Anton am Arlberg
Sewilla | Tyrol | Zbaraż

Dalej droga pnie się coraz bardziej, aż dochodzimy do punktu, w którym następuje rozwidlenie. Oznaczenia nie są jasne. Decydujemy się na skręt w prawo. Ścieżka biegnie grzbietem, potem niespodziewanie zaczyna się obniżać. Raczej tędy nie dojdziemy do punktu widokowego. Już myślę o zawróceniu, kiedy między drzewami dostrzegam taflę niewielkiego jeziorka. Może to i lepiej, że pobłądziliśmy. Panoramę miasta mieliśmy już z wieży skoczni, a to zagubione w lesie miejsce jest niezwykle urokliwe. Jezioro otaczają gęsto rosnące jodły, a przy samym brzegu przeważają białe pnie brzóz. Pośrodku kilka zadrzewionych wysepek, a po drugiej stronie skała z niewielkim wodospadem. Przysiadamy, aby nasycić oczy pięknym widokiem. Do tej pory byliśmy w Oslo, teraz czujemy, że jesteśmy w Norwegii.

ZEW PÓŁNOCY

tytułJak na terytorium położone na południu Europy, Sycylia jest zaskakująco zieloną wyspą. Uprawne pola są stałym elementem pejzażu, rozciągają się w dolinach i wstępują wysoko na zbocza. Plantacje winorośli, gaje oliwne, łany zbóż w pofalowanym krajobrazie tworzą atmosferę sielanki, idylli. W nadmorskim pasie dzikie skaliste góry piętrzą się nad krystalicznie niebieską taflą, stanowiąc monumentalną dekorację dla leżących pośród nich piaszczystych plaż. W zasięgu ręki mieliśmy do zobaczenia wiele interesujących miejsc. Nie było sensu pędzić gdzieś dalej po to tylko, żeby potem móc się chwalić, że byliśmy jeszcze tam i ówdzie. Nastawiliśmy się na codzienne czerpanie z tego, co ma do zaoferowania okolica. A choć poznaliśmy dobrze tylko jej zachodni skrawek, śmiało możemy powiedzieć: Sycylia jest naprawdę boska!

DIVINA SICILIA

mikulovMonotonny pejzaż lekko pofałdowanej ziemi przełamał obraz wysoko piętrzących się wapiennych wzgórz. Na ich skrajnych szczytach dostrzec można było ruiny dwóch zamków. Łagodnie opadające, porośnięte niską roślinnością zbocza zostały zamienione w swojej dolnej części w poletka winorośli. I tak jechaliśmy obok tych winnic, gdy otworzyła się perspektywa na położone na wzniesieniu miasteczko z domami krytymi czerwoną dachówką, wstępującymi wyżej i wyżej w kierunku górującego nad nimi potężnego pałacu. To był okres przedwiośnia, ale tu czuło się już nadejście nowej pory. Słońce, świeża zieleń, czerwone dachy, winnice, romantyczne ruiny. Miałem wrażenie jakbym nagle przeniósł się gdzieś na południe Europy, a to ciągle jeszcze były Czechy, kraj nam pokrewny.

NIKOLSBURG / FELDSBERG

Héctor jest wyjątkowo miłym gospodarzem. Kupił jakieś ciasteczka, soki, wodę mineralną, a nawet butelkę wina. Teraz przekazuje nam jeden komplet kluczy, przeszukując wszystkie kieszenie i torbę w poszukiwaniu drugiego. Bez rezultatu. Tak się spieszyłem, że musiałem zgubić klucze w taksówce – mówi. Żegnamy się więc. Héctor otwiera drzwi – klucze tkwią w zamku z drugiej strony. Po wyjściu gospodarza zabieramy się za rozpakowywanie walizek. Chcemy też wziąć orzeźwiający prysznic. Naszą krzątaninę przerywa pukanie do drzwi. To Héctor. Choć mówiliśmy, że kupimy zapałki do gazu na kuchence, on jednak postanowił zrobić to sam. Uprzejmość do potęgi drugiej. Żegnamy się ponownie, mając nadzieję, że Héctor nie przypomni sobie po drodze, że czegoś jeszcze w apartamencie brakuje.

ARGENTYŃSKIE MARZENIE

IMGP3344

Dokładnie w dniu 66 urodzin Davida Bowie, 8 stycznia 2013 roku, ukazał się singiel zapowiadający jego pierwszą od dziesięciu lat płytę „The Next Day”. Było to duże zaskoczenie dla całego muzycznego świata, gdyż wydawało się, że ta ikona nie tylko rocka, ale i współczesnej kultury, wycofała się już całkowicie z publicznego życia. Piosenka, która znalazła się na singlu, nosi tytuł „Where are we now?”. Bowie wraca w niej do Berlina Zachodniego drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Artysta przyjechał do tego miasta w 1976 roku jako wielka gwiazda, ale na skutek problemów osobistych, nadużywania alkoholu, uzależnienia od narkotyków jego życie znalazło się na krawędzi. Tu odnalazł spokój. Paul Trynka, biograf Bowiego, cytuje jego opinię: „To jest miasto, w którym łatwo się zgubić, ale i odnaleźć samego siebie”.

Z DAVIDEM BOWIE W BERLINIE

od P1070212

Jutro wyruszamy na siedmiodniową wyprawę przez bezdroża Podola. Teraz, jeszcze przed zmrokiem, idziemy do stajni zobaczyć konie, na których mamy jechać. Wierzchowce chodzą stępem na wybiegu. Mój to Hruby, Doroty Wasylisa. Są niskie w kłębie, zwarte i krępe. One na pewno podołają trudom wyprawy. W Monastyrku wszystko wygląda jak na polskiej wsi 40 lat temu. Prostokątne domki z dwuspadowymi dachami, kryte często eternitem. Kury, kaczki biegające po podwórkach. Rozłożyste jabłonie i grusze. Malwy. Drewniane stodoły i stojące obok nich wygódki. Studnie. Adam zabiera nas jeszcze do miejsca, gdzie znajdował się skalny monaster, od którego nazwę wzięła wieś. Wspaniale widać stąd rozlewisko Seretu, ciepło oświetlone promieniami zachodzącego słońca.

 KONNO PRZEZ PODOLE

Copyright © 2014