Am Arlberg

Sankt Anton, 30/03/2011

Upakowani w wagoniku kolejki linowej wyruszamy w kierunku Vallugi, najwyższego szczytu w okolicy (2809 m.n.p.m). Suniemy łagodnie w górę – na odcinku niemal trzech kilometrów różnica wysokości wynosi jedynie 550 metrów. Ale już wkrótce otwiera się pod nami przepaścisty żleb. Zjeżdżający nim narciarze wydają się być wielkości mrówek.

Górna stacja zlokalizowana jest poniżej grani Vallugi. Tu można przypiąć narty i zjeżdżać w dół (do samego Sankt Anton 10 km). Bez nart można jechać jeszcze wyżej. Przesiadamy się więc do kolejnej kolejki linowej. Jej wagoniki są niewiele większe od budki telefonicznej. 370 metrów długości, 170 różnicy wysokości i lądujemy na samym szczycie.

Gdzie nie sięgnąć wzrokiem góry. Najbliższe z dramatycznie postrzępionymi skalistymi turniami. Na południu masywne trzytysięczniki, zasypane śniegiem, skrzące się w słonecznym blasku. Na północy niższe, ale bardziej posępne, pozbawione już częściowo zimowej szaty. Piękno natury w swojej najczystszej postaci.

W skalnych rozpadlinach zagnieździła się kolonia wieszczków (pyrrhocorax graculus), średniej wielkości ptaków z rodziny krukowatych. Czarne o metalicznym połysku i kontrastującym żółtym dziobie, wydają dźwięczny, radosny szczebiot. Ptaki krążą w powietrzu kreśląc fantazyjne trajektorie. W czasie tych podniebnych akrobacji ich lotki układają się w piękny wachlarz.

Tylko dla orłów (i wieszczków)? A jednak nie. Trójka narciarzy spuszcza się niemal pionowym zboczem w dół. Podchodzę do krawędzi. Już ich nie widać, zniknęli w gardzieli żlebu czterdzieści metrów niżej. Tu potrzebne są nie tylko nadzwyczajne umiejętności, ale i głód wielkiej dawki adrenaliny. Tacy śmiałkowie pod opieką miejscowego przewodnika mogą zjechać off-piste przez Pazietal do Zürs. My wolimy tradycyjne rozwiązanie: wagonik w dół.

Czytaj dalej

Copyright © 2014