W środku Europy, na końcu świata

Sankt Anton, 27/03/2011

W miarę jazdy z Innsbrucku w górę Innu szeroka dolina robi się coraz węższa. Coraz częściej dla ominięcia siedzib ludzkich autostrada wprowadzana jest w tunele wydrążone w skalistych zboczach. Po 75 kilometrach, na wysokości powiatowego miasta Landeck, wstęga Innu skręca ku południowi, ale główna arteria komunikacyjna kraju łącząca Wiedeń z Bregencją nad jeziorem Bodeńskim biegnie dalej. Tu traci jednak swój status autostrady, bo ciągnąca się ku zachodowi dolina Sanny, a potem Rosanny, jest zbyt wąska, aby pomieścić dwie dwupasmowe nitki jezdni.

To jednak nie koniec problemów. Po kolejnych 25 kilometrach dolinę zamyka masyw górski. Przez całe wieki podróżny skazany był w tym miejscu na wspinaczkę na przełęcz Arlberg, mając do pokonania różnicę wysokości wynoszącą 500 metrów. Nic więc dziwnego, że te dzikie i ubogie tereny omijane były z daleka. Lepiej było nadłożyć drogi, aby uczynić ją bardziej bezpieczną i wygodną.

Na dobre cywilizacja dotarła w rejon Arlbergu dopiero pod koniec XIX wieku wraz z budową linii kolejowej Innsbruck-Bregencja. Otwarcie tej trasy w 1884 roku możliwe było dzięki przebiciu tunelu o długości przekraczającej 10 kilometrów. Było to wówczas wydarzenie, o którym pisano i mówiono w całej Europie. Natomiast ruch samochodowy aż do 1978 roku odbywał się wąską drogą prowadzącą z Sankt Anton przez leżące tuż pod przełęczą Sankt Christoph i dalej w dół do Stuben i Langen. Zmianę przyniosło otwarcie najdłuższego w Austrii tunelu drogowego (niemal 14 km). Teraz niezależnie od warunków pogodowych w ciągu kwadransa można przedostać się z Tyrolu do Voralbergu i dalej do Szwajcarii, Liechtensteinu czy Badenii-Wirtembergii.

Czytaj dalej

Copyright © 2014