Avenida 9 de Julio & Obelisco

31/01/2014

W Buenos Aires (w innych argentyńskich miastach też) nikt nie określa odległości z punktu do punktu w metrach, lecz kwartałach domów (cuadras). Zważywszy na zasadniczo regularny, szachownicowy układ ulic taka miara ułatwia poruszanie się w obcym terenie – żeby dojść do celu wystarczy poprawnie liczyć mijane przecznice. W Buenos Aires mieszkamy przy ulicy Florida – od centralnej arterii komunikacyjnej miasta, jaką jest Avenida 9 de Julio, dzielą nas cztery kwartały (jeżeli już koniecznie chcielibyśmy stosować miarę europejską, powiedzielibyśmy około czterysta metrów).

Avenida 9 de Julio (aleja 9 Lipca – nazwa upamiętnia datę ogłoszenia w 1816 roku niepodległości Zjednoczonych Prowincji Río de La Plata, w praktyce Argentyny) jest jedną z najszerszych arterii miejskich w skali świata. Odległość od jednej pierzei do drugiej wynosi 140 metrów. Nie jest to jednak jeden wielki pas asfaltu, lecz trzy odrębne ulice przedzielone zielenią. Formalnie tylko środkowa nosi nazwę Avenida 9 de Julio, ale zwyczajowo nazwę tę używa się dla określenia całości (i do całości odnosi się ta rekordowa stuczterdziestometrowa szerokość). Ten nietypowy układ jest efektem wytyczenia nowej alei w ciągu zabudowań położonych między ulicami Carlos Pellegrini i Cerrito. Wszystkie te zabudowania zostały wyburzone, a na ich miejscu powstała szeroka ulica obramowana pasami zieleni. Przechodząc więc z jednej (naszej) strony na drugą, przekraczamy najpierw „starą” jednokierunkową ulicę Carlos Pellegrini, potem pas zieleni, „nową” dwukierunkową aleję 9 de Julio z wydzieloną pośrodku podwójną nitką dla komunikacji autobusowej, wreszcie kolejny pas zieleni i „starą” ulicę Cerrito, też z jednym kierunkiem ruchu, ale przeciwnym do Carlos Pellegrini.

Avenida 9 de Julio powstawała etapami. Jej pierwszy odcinek o długości 500 metrów (pomiędzy ulicami Bartolomé Mitre y Viamonte) został oddany do użytku w 1937 roku. Ten centralny fragment arterii z dominantą w postaci surowej bryły wysokiego na 67 i pół metra obelisku stanowi dziś ikonę Buenos Aires. Betonowa konstrukcja obelisku (Obelisco) została wzniesiona naprędce między marcem a majem 1936 roku dla upamiętnienia czterystulecia założenia miasta, powstała w miejscu, gdzie wcześniej stał kościół św. Mikołaja, wyburzony w związku z budową Avenida 9 de Julio. Najwyraźniej Obelisk nie przypadł do gustu mieszkańcom, czemu trudno się dziwić – monument może wygląda interesująco na pocztówce pokazany w perspektywie szerokiej alei, w rzeczywistości widziany z bliska w żaden sposób nie przypomina zgrabnych egipskich obelisków ustawionych na placach Rzymu czy Paryża. W 1939 roku rada miejska przegłosowała uchwałę w sprawie jego wyburzenia, ale jak to bywa w przypadku rzeczy stworzonych przypadkowo i pośpiesznie, usunąć się ich łatwo nie da. Obelisk stoi do dziś i pewnie nikt nie wyobraża sobie Buenos Aires bez niego.

Bieg Avenida 9 de Julio przedłużono dalej w kierunku południowym w latach czterdziestych XX wieku, a w przeciwnym kierunku na początku lat pięćdziesiątych. Kolejne odcinki powstały w latach siedemdziesiątych, a w dziewięćdziesiątych aleja uzyskała połączenie z systemem autostradowym, stając się zgodnie z pierwotnymi założeniami arterią metropolitalną umożliwiającą sprawną komunikację między dzielnicami północnymi i południowymi.

My aż tak daleko iść nie potrzebujemy. Pięć kwartałów od Obelisku aleję 9 Lipca przecina skromniejsza w skali (szerokości 30 metrów), ale o większym historycznym znaczeniu (inauguracja w 1894 roku) Avenida de Mayo. Ówczesnych decydentów zainspirował baron Hausmann, przebudowujący Paryż i tworzący w nim reprezentacyjne bulwary. Avenida de Mayo była pierwszym tego typu projektem w Buenos Aires, a wkrótce miała stać się osią toczącej się (czy raczej częściej staczającej się) argentyńskiej polityki. Aleja łączy bowiem siedzibę rządu (Casa Rosada) z parlamentem (Palacio del Congreso). Stronę „rządową” zostawiamy sobie na jutro, dziś skręcamy w prawo. Szpaler wysokich platanów prowadzi nas do kompleksu trzech śródmiejskich parków znajdujących się u zachodniego krańca Avenida de Mayo. To Plaza Lorea, Plaza Mariano Moreno i Plaza del Congreso. Łącznie tworzą kształt wydłużonego prostokąta, a wraz ze swoimi pomnikami, geometrycznym układem alejek, oszczędnymi nasadzeniami tworzą elegancki przedsionek do znajdującego się w głębi, majestatycznego gmachu Palacio del Congreso, siedziby obu izb argentyńskiego parlamentu. Budynek w stylu neoklasycznym, o doskonałych proporcjach, z imponującą szarozieloną kopułą został oddany do użytku w 1906 roku, ale prace wykończeniowe trwały w nim jeszcze przez kilka lat. Dziś mógłby być równie wspaniałym symbolem demokracji jak północnoamerykański Kapitol, ale niestety historia polityczna Argentyny i Stanów Zjednoczonych potoczyła się inaczej.

Jest już po piątej, a temperatura przekracza 30 stopni. Przed południem wiała orzeźwiająca bryza, teraz powietrze stoi w miejscu. Kończymy spacer w tym miejscu, wracając do domu autobusem.

 

Z kolejną setką dolarów idę do swojej „jaskini”. Z każdym krokiem tracę jednak pewność, gdzie się ona znajdowała, a i rysy naganiacza nie utrwaliły mi się należycie w pamięci. Zaraz widzę jednak uśmiechniętą twarz mojego biznesowego partnera – nie musiałem go szukać, to on z tłumu wyłowił mnie (niestety nie zapytałem go, jak się nazywa; na potrzeby tej opowieści nazwijmy go więc umownie Manolo). Przed wyjściem sprawdziłem w internecie, że kurs dolara blue market spadł poniżej dwunastu pesos, ale na wszelki wypadek pytam, ile dziś dostanę. Tyle co wczoraj – deklaruje Manolo. A więc znakomicie, więcej niż kwotuje internet, nie ma co nawet podejmować negocjacji. Idziemy do windy, potem do biura i cała procedura z wczorajszego dnia się powtarza, tyle że teraz jestem mniej staranny przy liczeniu pieniędzy – zaufanie między partnerami rośnie.

* * *

Wieczorem wychodzimy na krótki spacer z zamiarem spędzenia kilku miłych chwil w jednej z kawiarni, niezwykle w Buenos popularnych. Z zaskoczeniem zauważamy, że wraz z nastaniem zmroku nasza ulica zmieniła się nie do poznania. Sklepy pozamykane, wszystkie przeszklone witryny poznikały za metalowymi, opuszczonymi roletami. Wyparował tłum spieszących się w każdą stronę przechodniów, pojawiło się za to trochę szemrane towarzystwo. Nie żeby się zrobiło niebezpiecznie, ale jakoś tak mało sympatycznie. Z Florida skręcamy w Lavalle. To do niedawna była ulica kin. Teraz mijamy tylko jedno, reszta została przerobiona na chińskie bazary i kompleksy tandetnych sklepików. Kawiarnię znajdujemy, ale wyboru lokali nie ma. Wygląda na to, że życie nocne w centrum Buenos Aires mocno podupadło, albo przeniosło się w inne rejony miasta.

Czytaj dalej

Copyright © 2014