Florida 716

30/01/2014

Florida uważana jest powszechnie za główną ulicę handlową centrum Buenos. Na całej swojej długości od Avenida de Mayo po Plaza San Martín jest deptakiem przeznaczonym tylko dla pieszych. Po obu stronach ciągną się sklepy, a między Viamonte i Córdoba znajdują się Galerías Pacifico, czyli ekskluzywny dom towarowy, mieszczący się w budynku z początku XX wieku, oficjalnie uznanym za obiekt dziedzictwa narodowego (głównie z uwagi na freski autorstwa wybitnych malarzy argentyńskich tamtej epoki – byli to Spilimbergo, Berni, Castagnino, Urruchúa). Tuż obok mamy mieszkać my.

Naszym gospodarzem jest Héctor. Miał na nas czekać, ale jesteśmy tak bardzo opóźnieni, że nie dziwi mnie to, że go nie ma. Portier łapie go przez komórkę. Za dziesięć minut ma być z powrotem. Czekamy więc spokojnie w holu, obserwując, jak ulicą płyną dwa strumienie ludzi, jeden w jedną, drugi w przeciwną stronę. Zgiełk i gorąc. W końcu w bramę wpada jowialny pan w średnim wieku. Zdyszany i spocony. Równocześnie przeprasza nas solennie, że musieliśmy czekać, i ciągnie w kierunku windy. Zobaczył, że żarówka spaliła się w łazience, więc poszedł kupić nową. Jedziemy na dziewiąte piętro. Héctor szamoce się chwilę z drzwiami. Otwiera i jesteśmy w środku mieszkania. Pokój dzienny z kanapą i stołem, sypialnia z dwoma łóżkami, łazienka, kuchnia. Trochę to wszystko mniejsze niż sądziłem na podstawie zdjęć i nie pierwszej młodości, ale nie jesteśmy turystami z wysokimi wymaganiami. Na pewno się tu dobrze zagospodarujemy. Plusem jest to, że mieszkamy tak wysoko. Wszystkie okna poniżej wychodzą na oddaloną o pięć metrów przeciwległą ścianę. My mamy balkon, a z niego boczne spojrzenie na zabudowę centrum miasta w kierunku Plaza San Martín (w dole widać Galerías Pacifico).

Héctor jest wyjątkowo miłym gospodarzem. Kupił nam jakieś ciasteczka, soki, wodę mineralną, a nawet butelkę wina. Chce nas też zaopatrzyć w jak największą ilość praktycznych informacji, ale teraz myślimy już tylko o odpoczynku. Minęły 32 godziny od wyjazdu z domu. Héctor przekazuje nam jeden komplet kluczy, przeszukując wszystkie kieszenie i torbę w poszukiwaniu drugiego. Bez rezultatu. Tak się spieszyłem, że musiałem zgubić klucze w taksówce – mówi. Żegnamy się więc. Héctor otwiera drzwi – klucze tkwią w zamku z drugiej strony.

Po wyjściu gospodarza zabieramy się za rozpakowywanie walizek. Trzeba by też wziąć orzeźwiający prysznic. Naszą krzątaninę przerywa pukanie do drzwi. To Héctor. Choć mówiliśmy, że kupimy zapałki do gazu na kuchence, on jednak postanowił zrobić to sam. Uprzejmość do potęgi drugiej. Żegnamy się ponownie, mając nadzieję, że Héctor nie przypomni sobie po drodze, że czegoś jeszcze w apartamencie brakuje.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014