Gombrowicz w Argentynie

04/02/2014

Buenas tardes! –  pozdrawiamy Claudia, portiera z naszej kamienicy, i już chcemy go minąć, gdy ten wyciąga spod biurka plastikową siatkę. To od Hectora – mówi. W siatce znajdują się dwie książki: Witold Gombrowicz “Diario argentino” i Juan Carlos Gómez „Gombrowicz, este hombre me causa problemas”. Wyjaśnienie tej zaskakującej przesyłki przychodzi wkrótce pocztą elektroniczną. Hѐctor, nasz niepoprawny gospodarz, postanowił zrobić nam mały prezent jako zadośćuczynienie za chwile niepewności, które musieliśmy przeżywać z powodu jego nieobecności w momencie naszego przyjazdu (dla nas była to całkiem normalna sytuacja). Poza tym szukał książki dla żony, zobaczył „Dzienniki argentyńskie” Gombrowicza i pomyślał, że tak dobrze radzimy sobie z Agnieszką z hiszpańskim, że teraz trzeba nam poprawić jego znajomość z pomocą duchową autora „Ferdydurke”.

Już w dniu przyjazdu Hѐctor wspominał o Gombrowiczu, mówił, że miał okazję spotkać go w jednej z kawiarni w Buenos Aires. Jeśli tak było, nasz gospodarz musi mieć trochę więcej lat niż sądziłem, gdyż pisarz bezpowrotnie opuścił Argentynę w 1963 roku. Jeśli miał wtedy kilkanaście lat, faktycznie mógł znaleźć się w orbicie Gombrowicza, gdyż ten lubił otaczać się młodymi ludźmi.

Witold Gombrowicz znalazł się w Buenos Aires 20 sierpnia 1939 roku i tu zatrzymał go wybuch wojny. W Argentynie spędził blisko 26 lat. Żył biednie, czasami dopadała go wręcz nędza, ale był wolny. Funkcjonował na marginesie argentyńskiego środowiska literackiego, lecz dorobił się własnego grona wielbicieli. Hѐctor jest najwyraźniej jednym z nich. Ja nie. Nie przeczytałem żadnego utworu Gombrowicza i na pewno nie zrobię tego po hiszpańsku, ale to miłe, że w tym odległym kraju nasz rodak zdobył uznanie, że książki jego i o nim można kupić w lokalnej księgarni.

Czytaj dalej

Copyright © 2014