Japoński ogród

04/02/2014

Wizyta w La Boca przeciągnęła się ponad miarę. Wracamy na opóźniony lunch do domu. Krótki odpoczynek, spotkanie z Manolo w celu wymiany kolejnych dwóch setek dolarów, wizyta w pralni, żeby zostawić tobołek z naszymi ciuchami do wyprania. I już jasne jest, że w żaden sposób nie będziemy w stanie zrealizować pełnego planu na dzisiejszy dzień. Po południu mieliśmy jechać do dzielnic północnych, zwiedzić sławny cmentarz La Recoleta i Jardin Japonѐs, jeden z ogrodów Palermo. Niestety oba te miejsca zamykają o osiemnastej i nie ma fizycznej możliwości, żeby zdążyć do obu. Kamila nie chce się przekonać do wizyty na cmentarzu, wybór jest więc prosty – jedziemy do Palermo.

Kompleks zielonych terenów dzielnicy Palermo, zajmujący łącznie 370 hektarów powierzchni, zwany jest oficjalnie parkiem 3 de Febrero od daty zwycięstwa oddziałów prowincji Entre Ríos i Corrientes wspieranych przez Urugwaj i Brazylię nad wojskami Konfederacji Argentyńskiej, na których czele stał Juan Manuel de Rosas, de facto sprawujący dyktatorskie rządy. Rezultat bitwy z 3 lutego 1852 roku – upadek dyktatora – miał daleko idące konsekwencje dla systemu politycznego młodego państwa, ale też dla urbanistycznego założenia północnych dzielnic Buenos Aires. Konfiskacie uległy bowiem rozległe dobra de Rosasa, niegdyś leżące poza miastem, dziś stanowiące część Palermo. Decyzją nowych władz miały odtąd służyć pożytkowi publicznemu. Stopniowo zagospodarowywano je, tworząc ogromny kompleks parkowy. Jest tu i zoo, i ogród botaniczny, piękne rozarium, a także duże stawy, po których można pływać łódkami, i aleje prowadzące wśród wysokich palm.

Częścią tego kompleksu jest Jardin Japonѐs, ogród japoński. Ten skrawek Japonii w Argentynie powstał w 1967 roku z inicjatywy miejscowej społeczności pochodzenia japońskiego, a w otwarciu parku uczestniczyła książęca para Akihito (obecny cesarz) i jego żona Michiko. Teren nie jest duży (około 2 ha), ale malowniczo skomponowany. Dominantę stanowi staw o nieregularnej linii brzegowej z wyspą pośrodku, gdzie z niewielkiego wzniesienia kaskadowo spływa woda potoku. W stawie kłębią się kolorowe karpie, dokarmiane przez zwiedzających. Wokół rośnie roślinność rodem z odległego kontynentu – sakura, katsura, momiji – a także świetnie tu pasujące lokalne drzewa – obsypany liliowymi kwiatami puchowiec czy gęsta tipuana. Wrażenie, że jesteśmy w Japonii pogłębia widok nowoczesnych wieżowców mieszkalnych wyrastających na krawędzi parku.

Do Jardin Japonѐs dojechaliśmy autobusem, ale drogę powrotną postanowiliśmy ułożyć inaczej. Idziemy przez park 3 de Febrero do Avenida Sarmiento, a potem wzdłuż tej przecinającej zielone tereny alei do Plaza Italia. Po drodze mijamy trzy monumentalne pomniki: pierwszy upamiętnia zwycięzcę z 1852 roku, Justo Josѐ de Urquizę, drugi dedykowany konstytucji i czterem regionom tworzącym Argentynę (Andy, Río de la Plata, pampa i El Chaco) powstał dla upamiętnienia stulecia Rewolucji Majowej, a sfinansowała go społeczność hiszpańska, stąd zwany jest pomnikiem Hiszpanów, trzeci przedstawia Giuseppe Garibaldiego. Trudno nie być pod wrażeniem rozmachu planów wytyczonych niemal półtora wieku temu, dzięki którym ten kawałek miasta stał się reprezentacyjną dzielnicą Buenos Aires.

Po całodziennym dreptaniu do  stacji metra przy Plaza Italia dochodzimy na ostatnich nogach. Dalsza podróż wcale nie jest jednak komfortowa. Metro (zwane tutaj Subte od słowa subterráneo – podziemny) jest jak pociąg do piekła. W wagonach ścisk i gorąco. Nie ma klimatyzacji, dopływ powietrza mają zapewnić uchylone okienka. Dziś było ciepło i słonecznie, ale temperatura nie aż taka, jaka potrafi być w sezonie letnim. Wtedy to dopiero musi być jazda.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014