Pablo i jego koń

03/02/2014

W programie mieliśmy jeszcze pokaz sprawności gauczów, ale ziemia była rozmiękła po ostatnich opadach. Zanosiło się na to, że wsadzą nas do samochodów i będziemy wracać do domu. Jednak nie. Na trawniku przy rozłożystym ombú pojawia się Pablo na bułanym koniu. Pablo jest młodym gauczem, chłopcem jak malowanym, o śniadej cerze i kruczoczarnych włosach. Nosi malinową koszulę z luźno zawiązaną pod szyją karminową chustą. Granatowe bombiaste spodnie wpuszczone ma w cholewy wysokich butów. Głowę przykrywa mu tradycyjny, naciągnięty na jedno ucho beret. Koń jest niewysoki w kłębie, mocno, ale dość proporcjonalnie zbudowany. To caballo criollo, przedstawiciel miejscowej rasy, którą cechuje wytrzymałość i zwinność, przymioty konia pasterskiego.

Nie zobaczymy dzikiej galopady i rzucania lassem. Pablo ma do zaprezentowania coś bardziej niezwykłego. Nie sztuczki, ale prawdziwą sztukę. Niektórzy nazywają to zaklinaniem koni. Dla mnie to demonstracja efektów, jakie może przynieść powolne budowanie relacji człowieka z koniem, zwierzęciem z natury płochliwym, którego celem nie jest uzyskanie podporządkowania się, lecz zdobycie zaufania. Pablo wykonuje ledwo zauważalny ruch, rumak kładzie się na boku, a sam jeździec zwinnie zsuwa się z grzbietu. Koń leży spokojnie, a Pablo kładzie się na nim. Potem chłopak rozciąga się na trawie, wplata się w przednie nogi konia, przytula się do jego łba. Rumak nie zdradza żadnych objawów niepokoju. Za moment spoczywa już na grzbiecie z Pablo siedzącym mu na brzuchu. Nogi konia sterczą wyciągnięte do góry. Na jednej z nich Pablo zawiesza swój beret, a zaraz pochyla się nad łbem konia i wygląda to tak, jakby obaj namiętnie całowali się. To jest jedyny element humorystyczny pokazu. Na twarzy gaucza nawet na sekundę nie pojawia się uśmiech. Widać, że realizacja każdego zadania wymaga od niego dużego mentalnego zaangażowania. Na koniec Pablo stawia rumaka na cztery nogi, a sam, opierając się na siodle, robi „świecę”. Koń ani drgnie. Nasi gospodarze mówią, że dojście do takiego poziomu dwustronnego zaufania wymaga kilkumiesięcznej codziennej pracy, ale też i nie każdy koń do tego się nadaje. Jeździec na pewno też nie.

Czytaj dalej

 

Copyright © 2014