„Por una cabeza”

01/02/2014

Jeśli jest coś, co stanowi oryginalny argentyński wytwór, wkład Argentyny w rozwój kultury światowej, to jest nim z pewnością tango, pełen pasji taniec i towarzysząca mu podszyta melancholią muzyka. Tango narodziło się w ubogich dzielnicach Buenos Aires i stanowiło plebejską rozrywkę (dlatego też jego początki nie są dobrze udokumentowane). Jako interesująca nowinka, taniec bez formalnego układu kroków, improwizowany, w którym kobieta i mężczyzna pozostają w namiętnej bliskości, trafił na salony Paryża początku XX wieku. Zdobyte tam uznanie zapewniło mu szybką światową karierę. Tango stało się popularne i w kręgach arystokracji, i w niższych warstwach społecznych. I triumfalnie powróciło do swojej ojczyzny.

Tango tańczone spontanicznie na ulicach Buenos Aires to mit. Żeby zobaczyć ten taniec w oryginalnym wykonaniu, trzeba wybrać się do teatru lub kawiarni na spektakl muzyczny. Miejsc z taką ofertą jest w stolicy Argentyny wiele. Na przykład Señor Tango proponuje zrealizowaną z rozmachem w broadwayowskim stylu rewię z wcześniej serwowaną kolacją. Ja na nasze spotkanie z tangiem wybrałem bardziej autentyczne miejsce.

Café Tortoni to legendarna kawiarnia wywodząca swoją historię od lokalu otwartego w 1858 roku. W obecnym miejscu działa nieprzerwanie od 1880 roku (a więc nawet według europejskich standardów bardzo długo), przy czym początkowo wejście znajdowało się od Rivadavia, a nie jak dziś od Avenida de Mayo, bo dopiero w wyniku budowy tego reprezentacyjnego bulwaru wyburzeniu uległa oficyna, a budynek mieszczący Café Tortoni zyskał nową fasadę i prestiżowy adres. Oryginalny secesyjny wystrój przypomina lata, kiedy było to miejsce regularnych spotkań malarzy, pisarzy, muzyków (ważnych dla kultury argentyńskiej, o nazwiskach nie mówiących wiele przeciętnemu Europejczykowi). Kawiarnia miała też wielu sławnych jednorazowych gości. Dzisiejszego wieczora będzie gościć nas.

Program ma się zacząć o 20.30. Docieramy pół godziny wcześniej, dostajemy stolik w wydzielonej sali nazwanej imieniem modernistycznej poetki Alfonsiny Storni, gdzie przygotowana jest niewielka estrada. Kelner pyta, co zamawiamy. Agnieszka chciałaby spróbować narodowego argentyńskiego napoju, czyli mate. Kelner tłumaczy jednak, że mate nie podaje się w kawiarniach, lecz przygotowuje się go i pije samodzielnie lub w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych (szczegółowo o zwyczaju picia mate w dalszej części opowieści). Ta nasza konwersja toczy się jakoś niezgrabnie po hiszpańsku, więc kelner przechodzi na angielski. Od słowa do słowa i wychodzi na jaw, że to Rosjanin spod Moskwy. Gdy dowiaduje się, że my z Polski, zaczyna wtrącać polskie zdania. My chcemy odpłacić mu rosyjskimi i po chwili nie wiem już, jakiego języka mam użyć, aby coś powiedzieć.

Na scenie pojawiają się muzycy. Zespół jest trzyosobowy: wiodący fortepian, gitara elektryczna pełniąca drugoplanową rolę i bandoneon, krewny akordeonu, któremu muzyka tanga zawdzięcza swą charakterystyczną barwę. Wraz z pierwszymi taktami przenosimy się do Buenos Aires lat trzydziestych. Płynie przebój za przebojem, standard za standardem w samodzielnym wykonaniu orkiestry i z udziałem solisty Carlosa Rossi. My rozpoznać możemy tylko jeden – „Por una cabeza” Carlosa Gardel – wykorzystany jako temat muzyczny w znanych filmach „Zapach kobiety” i „Prawdziwe kłamstwa” (gdzie w rolę tancerzy tanga wcielili się odpowiednio Al Pacino i Arnold Schwarzenegger). Carlos Rossi zachęca do wspólnego odśpiewania refrenu. Gdybym wiedział, że będzie taka okazja, to bym się przygotował, teraz mogę tylko pomruczeć pod nosem (generalnie w tekście chodzi o to, jak niewiele dzieli szczęście od rozpaczy, że jak na wyścigach wygrać lub przegrać można o głowę konia, stąd tytuł „Por una cabeza”, czyli „O głowę”). Piosenki przeplatane są tańcem w wykonaniu pary artystów. Zmieniają stroje, układy taneczne, w tym krótkim show (całość trwa jedną godzinę) z wielkim kunsztem demonstrują bogactwo tanga. Szkoda tylko, że scena mała, że nie mogą się tak rozpędzić, popłynąć…

Czytaj dalej

Copyright © 2014