Rano w Belgrano

14/02/2014

Hotel Espacia Suites wybrałem z myślą, żeby w komfortowych warunkach wypocząć przed powrotną drogą. Pewnie tak by było, gdybyśmy dostali apartament od strony ogrodu, albo ewentualnie od ulicy, ale na wyższych piętrach. Niestety przez to, że byliśmy na pierwszej kondygnacji, docierał do nas uliczny hałas. Klimat Buenos Aires nie wymaga, aby tutejsza stolarka okienna była tak dobrej jakości jak w Polsce, a to przekłada się na jej niską dźwiękochłonność. Co prawda mieszkaliśmy przy podrzędnej ulicy, lecz samochody jeździły przez całą noc, a pobliskie równorzędne skrzyżowanie wymuszało od kierowców przyhamowywanie i dodawanie gazu. Hamulce i rosnące obroty silnika – w nocnej ciszy to najgorsza tortura dla ucha. Koniec końców wstaliśmy rano z Agnieszką wymęczeni (dzieci spały głębokim snem, im ruch nie przeszkadzał).

Po śniadaniu wychodzimy pospacerować ulicami Belgrano.

Belgrano obok Barrio Norte i Palermo uchodzi za jedną z lepszych dzielnic Buenos Aires, zamieszkiwaną głównie przez klasę średnią. Jego historia sięga roku 1855 roku, kiedy to na północnych skrawkach terytoriów należących do dyktatora Juana Manuela de Rosas, odebranych mu po obaleniu jego rządów, powstała miejscowość o nazwie upamiętniającej zmarłego w 1820 roku Manuela Belgrano, jednego z przywódców argentyńskiego ruchu niepodległościowego i twórcę projektu argentyńskiej flagi. Nowa osada szybko rozwijała się i wkrótce stała się miastem. W 1880 roku w okresie kilku tygodni Belgrano było nawet stolicą całego państwa. Sytuacja ta miała miejsce po przegranych wyborach prezydenckich przez gubernatora prowincji Buenos Aires, który w odwecie zmusił rząd federalny do wyprowadzenia się. Władze przeniosły się wówczas do pobliskiego Belgrano i tu zostało uchwalone prawo wyłączające miasto Buenos Aires z prowincji Buenos Aires i wprowadzające na jego terenie bezpośrednią jurysdykcję rządu federalnego. Siedem lat później Belgrano utraciło status niezależnego ośrodka i zostało wchłonięte przez potężniejszego sąsiada.

 

Początkowo idziemy wczorajszym szlakiem wzdłuż Avenida Cabildo do skrzyżowania z Juramento. Chwilę zatrzymujemy się przy zgrabnej sylwetce kościoła Niepokalanego Poczęcia (Inmaculada Concepción), zbudowanego na planie koła, zwieńczonego kopułą, z rzymskim portykiem od frontu. Kościół otwiera się na Plaza Manuel Belgrano, zielony skwer w środku miasta. W jego centralnym punkcie stoi pomnik patrona dzielnicy.

Mijamy łysawego mężczyznę otoczonego wianuszkiem psów uwiązanych na smyczach. Jest ich z dziesięć, a może nawet więcej. W pierwszych dniach po przyjeździe do Buenos Aires widzieliśmy ludzi spacerujących z dwoma, trzema czy czterema psami. Trochę się dziwiliśmy, że Argentyńczycy są takimi miłośnikami tych zwierząt, że trzymają po kilka w domu. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że ci ludzie świadczyli faktycznym właścicielom psów usługi wyprowadzania ich na spacer. Ale ten mężczyzna z Plaza Belgrano to prawdziwy rekordzista.

Ulicą Echeverría docieramy do parku Barrancas de Belgrano, założonego w 1892 roku. Jego twórcą był Charles Thays, francuski projektant, któremu Buenos Aires zawdzięcza kształt większości swoich reprezentacyjnych placów-parków. Zataczamy koło i pośród wysokich bloków wracamy ulicą José Hernández. Tu nic nie zostało ze starego Belgrano, ale przynajmniej zabudowa ma jednorodny charakter. Po kilkunastu minutach dochodzimy do Avenida Cabildo, ruchliwej alei, gdzie chaos pogłębia widok wiekowych jednopiętrowych domów stojących w cieniu wieżowców mieszkalnych. W pewnym sensie jest to dowód na żywotność tej dzielnicy, choć na pewno można by ją połączyć z większą troską o harmonijny rozwój.

Krótki odpoczynek w hotelu. Teoretyczny odpoczynek. Tak naprawdę w miarę zbliżania się pory wyjazdu mimowolnie człowiek odczuwa rosnące napięcie. Dwunasta, kiedy musimy oddać klucz na recepcji, jest jak wybawienie, choć oznacza początek długiej podróży.

Czytaj dalej

 

Copyright © 2014