Teatro Colón

31/01/2014

Tego samego dnia, tyle że wcześniej, byliśmy w Teatro Colón, zaliczanym do grona pięciu scen operowych o najlepszej akustyce na naszym globie. Niestety nie mogliśmy myśleć o zobaczeniu żadnego spektaklu z uwagi na letnią przerwę wakacyjną. O tej porze roku można jedynie zwiedzać wnętrza gmachu, co jest interesujące samo w sobie z uwagi na bogactwo wykończenia, mogące śmiało konkurować z królewskimi pałacami. Marmury, posągi, witraże, meble, żyrandole. Wszystko to wyszło spod ręki europejskich mistrzów i z Europy zostało przywiezione. Rozmachowi przedsięwzięcia nie podołali jednak prywatni inwestorzy i jego finansowanie musiały przejąć lokalne władze. Nad budową ciążyło też innego rodzaju fatum – projekt i realizację powierzono Francesco Tamburiniemu, prace rozpoczęły się w 1889 roku, ale w 1891 roku Tamburini zmarł. Kierownictwo robót przejął jego uczeń Vittorio Meano, lecz ten z kolei został zamordowany w 1904 roku (niestety ten pochodzący z Włoch utalentowany architekt – spod jego ręki wyszedł też projekt Palacio del Congresso – wskutek gwałtownej śmierci nie dożył pełnej realizacji żadnego ze swych głównych dzieł). Dopiero trzeci w kolejności belgijski architekt Julio Dormal doprowadził w 1908 roku prace do końca.

Z zewnątrz trudno się tego domyślić, ale nie aż tak wielki budynek teatru kryje w swoim wnętrzu niezwykle pojemne audytorium o wysokości siedmiu pięter. Przedstawienia może oglądać jednorazowo niemal dwa i pół tysiąca widzów korzystających z miejsc siedzących. Dodatkowo na wyższych piętrach dostępnych jest tysiąc miejsc stojących. Goście dzieleni są wedle statusu – bogata klientela, korzystająca z zarezerwowanych lóż, wchodzi do budynku głównym reprezentacyjnym wejściem i może się socjalizować w eleganckim foyer, dostęp do wyższych pięter możliwy jest jedynie poprzez boczne wejścia. Dostać się do teatru może jednak każdy – najtańsze bilety na spektakl repertuarowy to wydatek, na który pozwolić sobie może ubogi student (kosztują mniej niż my zapłaciliśmy za wstęp – swoją drogą cena naszego biletu – 130 pesos, czyli w przybliżeniu 11 dolarów lub 35 zł za osobę, bez zniżek dla dzieci – jest opłatą dość wygórowaną). Na koniec przewodnik prowadzi nas do loży prezydenckiej, zarezerwowanej dla prezydenta Argentyny i jego gości, która znajduje się na pierwszym piętrze skrajnie z boku sceny. To nie najlepsze miejsce na śledzenie akcji. Tu nie chodzi o to, żeby dobrze widzieć, ale żeby być zauważonym przez innych – tłumaczy przewodnik.

Czytaj dalej

Copyright © 2014