Wodospady (strona brazylijska)

07/02/2014

Rano odsłaniam zasłony w oknie od strony tarasu. To umówiony znak, że jesteśmy gotowi do rozpoczęcia nowego dnia. Pani z hotelowej obsługi przynosi tacę z pieczywem, croissantami, kawałkami sera, wędlin, dżemem i sokiem w kartonie. Śniadanie skromne, ale wystarczające.

Na wpół do dziesiątej mamy zamówioną taksówkę. Kierowca ma na imię Claudio (tak jak portier z kamienicy przy Florida). Ma zawieźć nas na brazylijską stronę pod bramę Parque Nacional do Iguaçu, a potem stamtąd odebrać. Etap pierwszy – dojazd do granicy argentyńskiej – to ledwie jeden kilometr. Zdążyliśmy wymienić z Claudiem jedynie parę grzecznościowych zwrotów. Podjeżdżamy pod jedną z budek strażników granicznych, taksówkarz przekazuje urzędniczce nasze paszporty. Ta wertuje je dokładnie, sprawdza coś w komputerze. Trwa to dobrych parę minut, ale w końcu stempluje dokumenty. Droga wolna! Wjeżdżamy na most na rzece Iguazú, wysoko zawieszony nad taflą wody. W jego połowie przebiega granica państwowa między Argentyną i Brazylią. Po drugiej stronie kontrola jakby mniej rygorystyczna. Claudio zatrzymuje się na parkingu, bierze nasze dokumenty i idzie z nimi do biura. Po chwili wraca. W paszporcie pieczątka: Policia Federal – Brazil – 07 02 14. Jesteśmy w Brazylii!

Stąd do celu dziesięć kilometrów. Z lewej strony zostawiamy przedmieścia Foz do Iguaçu, miasta znacznie większego od Puerto Iguazú i o odmiennym charakterze, z wieżowcami w centrum. Jedziemy w górę rzeki. Po dziesięciu minutach docieramy na miejsce. Teren wejścia do parku narodowego został zagospodarowany wedle ciekawej koncepcji architektonicznej z rozległym pawilonem i kolorową sadzawką. Claudio daje mi swoją wizytówkę z numerem telefonu. Niestety moja komórka w żaden sposób nie chce się z nim połączyć. Raz, drugi, trzeci. Z zerem, plusem, bez żadnego prefiksu. Brazylijski operator wciąż informuje o braku możliwości zrealizowania połączenia. Trudno, trzeba z góry wyznaczyć konkretny czas powrotu. Claudio sugeruje spotkanie za pięć godzin, jeśli oprócz wodospadów chcemy zobaczyć też Parque das Aves, rodzaj zoo z egzotycznymi ptakami. Nie jesteśmy przekonani do tej propozycji, ale zgadzamy się na powrotny kurs o wyznaczonej porze.

Wstęp do parku opłacam kartą kredytową. W Brazylii blue market z wyższym nieoficjalnym kursem waluty nie funkcjonuje, nie ma więc powodu, by uciekać się do korzystania z gotówki. Bilety wychodzą w przeliczeniu 264 zł (85 dolarów) za całą naszą rodzinę. Niestety wszystkich nas obowiązuje regularna stawka. Dzieci w wieku do 11 lat mają zniżkę. Kamila przeskoczyła do grupy dwunastolatków ledwie trzy tygodnie temu. Myślałem, że można by ją jeszcze zakwalifikować do ulgowej grupy, ale nie, przy zakupie zniżkowego biletu trzeba się wylegitymować paszportem. To skuteczny sposób na Polaka-kombinatora.

Spod pawilonu odchodzą dwupokładowe, kolorowo wymalowane autokary. Do wodospadów jest stąd jeszcze kilkanaście kilometrów. Zajmujemy miejsca na piętrze. Chwila oczekiwania i ruszamy. Pierwsze dwa przystanki przeznaczone są dla chętnych na opcjonalne wycieczki po parku. My wysiadamy na trzecim. Od razu emocje idą w górę, bo zza gęstej, zielonej ściany roślinności dochodzi wyraźny odgłos spadającej wody. Kierujemy się ścieżką w dół ku rzece. Po kilkunastu metrach dopada nas zgraja ostronosów (koati), sympatycznie wyglądających futrzaków z rodziny szopowatych. Chciałoby się je wziąć na ręce, przytulić, ale wcześniej widzieliśmy ostrzegawcze tablice. Koati zainteresowane są tylko jedzeniem, rozeźlone potrafią boleśnie zranić. Korzystając z tego, że inna grupa turystów wydała się tej małej bandzie bardziej atrakcyjna, wymykamy się czym prędzej ku kataraktom.

Z lasu wychodzimy na pierwszą platformę widokową. Choć wodospady są oddalone, widok jest tak nieprawdopodobny, że trudno oderwać od niego wzrok. Po drugiej, argentyńskiej stronie spomiędzy drzew wypływają hektolitry wody i setką kaskad spadają z hukiem w dół. Robimy zdjęcie za zdjęciem, a to przecież dopiero początek wycieczki. Szlak prowadzi dalej krawędzią urwistego zbocza trzydzieści, czterdzieści metrów ponad kipiącym nurtem Iguazú. Co jakiś czas wychodzi się na wysuniętą względem brzegu platformę. Nowe widoki, nowe doznania. Nowe zdjęcia, stanowiące bezradną próbę oddania atmosfery tego miejsca.

Po kilometrowej wędrówce w górę rzeki, w czasie której wodospady są jak nęcący zmysły cukierek, którego nie można dosięgnąć ręką i zjeść, dochodzimy do skalistego plateau, przez które przelewa się woda spływająca z wyżej położonej kaskady. W tym miejscu można poczuć moc Iguazú. Szlak poprowadzony jest pomostami ponad krawędź rynny, w którą wpadają dudniące potoki, wylewające się z ciągnącego się ponad naszymi głowami urwiska. W powietrzu unoszą się rozszalałe krople. W ciągu paru sekund moja koszulka robi się, zważywszy na panujący upał, przyjemnie mokra, a przez zawilgocone szkła okularów ledwie co widzę. Huk jest tak duży, że trzeba głośno mówić wprost do ucha rozmówcy, aby być słyszanym. Stojąc w najbardziej wysuniętej części pomostu, ma się wrażenie, że zewsząd otaczają nas skłębione strugi wody. Naturalnie przychodzi myśl, żeby stanąć po drugiej stronie barierki i dać się porwać dzikiemu nurtowi (nie słyszałem o takim przypadku, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby miał taki miejsce).

Wycieczka wzdłuż wodospadów kończy się wyjazdem windą ponad najwyższą ich krawędź. Wystarczy stąd przejść sto metrów w górę rzeki, aby widok był całkowicie odmienny – szeroko rozlana woda płynie leniwie. Nic nie zapowiada tego, co wydarzy się za chwilę – tam gdzie bazaltowa płyta raptownie załamuje się, rzeka z rykiem zwala się w dół.

Iguazú ma tu dwa kilometry szerokości. Mniej więcej w połowie znajduje się pomost, do którego dochodzi się od strony argentyńskiej. Jest on zawieszony ponad miejscem zwanym Garganta del Diablo czyli gardzielą diabła. Wodospad jest tam wysoki na osiemdziesiąt metrów. Z oddali możemy dojrzeć powiewającą nad pomostem argentyńską flagę, obok której raz po raz wzbudza się tuman wzbijającej się w górę wody. Spojrzeć w gardziel diabła to nasz cel na jutro.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014