Z wizytą u pani prezydent

01/02/2014

Wczesnym ranem budzą mnie odgłosy zbliżającej się burzy. Wkrótce o szyby uderzają pierwsze krople deszczu. Nadchodzi niżowy front. Koniec upałów, pogoda lepsza do zwiedzania miasta. To, że pada, szczególnie mnie nie niepokoi – burze mają to do siebie, że znienacka się zaczynają i równie szybko kończą. Leżę więc spokojnie, starając się dospać do bardziej ludzkiej godziny. Przez ten czas niewiele się jednak zmienia – burza w końcu odchodzi, ale  z zaciągniętego kłębiastymi chmurami nieba dalej sączy się intensywnie woda. O ósmej pada. Zaczynamy z wolna poranną krzątaninę. O dziewiątej bez zmian. Jemy śniadanie. Kiedy mija dziesiąta, a deszcz trwa nadal, decydujemy nie czekać w nieskończoność, lecz ubrać kurtki i wyjść na zewnątrz. Poruszając się od bramy do bramy, od okapu do okapu, można przejść na oddalony o czterysta metrów przystanek autobusowy, a stamtąd dotrzeć bezpiecznie na Plaza de Mayo.

Dziś mamy sobotę i unikalną możliwość zwiedzenia Casada Rosada, siedziby rządu Republiki Argentyny, a nawet wejścia do gabinetu głowy państwa. Nie słyszałem o drugim takim przypadku, żeby regularnie w każdy weekend rząd jakiegoś kraju otwierał swoje podwoje dla wszystkich chętnych. Nie wiem, skąd się to wzięło w Argentynie. W każdym razie trzeba przyznać, że to wyjątkowy sposób promocji demokracji. W Republice Argentyny system sprawowania władzy jest podobny do istniejącego w Stanach Zjednoczonych – prezydent wybierany w wyborach powszechnych jest jednocześnie głową państwa i szefem rządu, reprezentuje swój kraj i realnie w nim rządzi. Casa Rosada pełni więc takie same funkcje jak White House w Waszyngtonie i stanowi centrum życia politycznego kraju.

Casa Rosada (Różowy Dom – nazwa pochodzi od koloru elewacji) stoi w miejscu najbardziej tradycyjnym z możliwych, gdzie zaczęła się zorganizowana hiszpańska kolonizacja. Jej symbolem była forteca wybudowana w 1594 roku ponad brzegiem Río de la Plata. Forteca ta, z biegiem czasu przebudowywana i rozbudowywana, stała się siedzibą gubernatorów, potem wicekróli i wreszcie od 1810 roku niezależnych rządów. W 1850 roku budowle fortecy zostały w większej części wyburzone, pozostał skromny budynek rządowy, który wyglądał coraz bardziej niepozornie przy powstających obok dyrekcjach urzędów ceł i poczty. Z tego względu w 1882 roku podjęto realizację projektu przebudowy siedziby rządu w stylu sąsiedniego gmachu poczty, a cztery lata później rozpoczęły się prace mające na celu integrację obu obiektów. W efekcie powstał eklektyczny budynek o nazbyt ciężkim wyglądzie. Inauguracja Casa Rosada w formie znanej nam dziś miała miejsce w 1898 roku.

Do środka wchodzimy przez bramę od strony ulicy Balcarce, która oddziela teren Casa Rosada od Plaza de Mayo. Nie ma żadnej kolejki oczekujących, kasy biletowej też nie, bo wizyta jest gratisowa. Przechodzimy rutynową kontrolę bezpieczeństwa, na pewno mniej skrupulatną niż na europejskich lotniskach, i stajemy się gośćmi argentyńskiego rządu. W ogólnie dostępnym holu na parterze znajduje się galeria portretów postaci zasłużonych dla Ameryki Południowej, tak różnych jak Túpac Amaru II, Che Guevara czy arcybiskup Óscar Arnulfo Romero. W przyległej kaplicy znajdujemy polski akcent – niewielkiego formatu kopię obrazu Jezusa Miłosiernego z napisem po hiszpańsku: Jesús, en Tí confio. Dalsze zwiedzanie odbywa się w grupie z przewodnikiem. Najpierw schodzimy jedną kondygnację – z uwagi na zbocze opadające w kierunku Río de la Plata wejście dla oficjalnych delegacji (przeciwległe do Plaza de Mayo i tego, którym weszliśmy my) znajduje się piętro niżej. Goście witani są w sali zwanej Niebieską (Azul) , choć tak naprawdę dominują tu dwa kolory jasnoniebieski i biały, barwy narodowej flagi. Ściany ozdabiają płótna czołowych argentyńskich malarzy XIX i XX wieku. Cały zresztą gmach wypełniony jest dziełami sztuki rodzimych artystów. To dobry przykład państwowego mecenatu.

Wstępujemy dwa piętra (czyli jedno piętro ponad początkowym poziomem). W tej części budynku pracuje rząd. Przechodzimy z pomieszczenia do pomieszczenia i niczego tu przed nami nie ukrywają. Jesteśmy w Salón Mujeres Argentinas del Bicentenario, sali, w której normalnie odbywają się konferencje prasowe, nazwanej tak dla uczczenia kobiet o wybitnych zasługach w dwustuletniej historii kraju (ich portrety wiszą na ścianach). Zatrzymujemy się w sali Białej (Blanco). Tu odbywają się oficjalne ceremonie. Obok sala posiedzeń rządu z podłużnym stołem. Potem zaglądamy do biura pani prezydent Cristiny Fernández de Kirchner – sekretariat, przedsionek, gdzie na ścianie wiszą dwa duże zdjęcia – Néstora, przedwcześnie zmarłego męża i poprzednika na funkcji prezydenta, oraz wspólne Cristiny i Néstora, gabinet z wielkim kominkiem i dużymi skórzanymi fotelami otaczającymi stół konferencyjny z litego drewna (to jest jedyne miejsce, gdzie nie można robić zdjęć). Wszystko wygląda jak w ciągu roboczego tygodnia – jedyna różnica to rozłożone chodniki z przezroczystego plastiku, żeby nie zabrudzić parkietu.

Wychodzimy na sławny balkon (właściwie jest to podłużna loggia) z widokiem na Plaza de Mayo, który służył wielokrotnie jako trybuna honorowa w trakcie publicznych zgromadzeń i celebracji. Na nim 17 października 1945 roku pojawił się Juan Perón, aby pokazać się żądającym jego uwolnienia tłumom zwolenników (był aresztowany w wyniku konfliktu wewnątrz rządzącej junty wojskowej, w odosobnieniu spędził kilka dni). Dzień 17 października był potem (w latach 1946-54) obchodzony jako święto państwowe – Día de la Lealtad (Dzień Lojalności). Z tego balkonu 11 czerwca 1982 roku przemawiał do rzesz Argentyńczyków Jan Paweł II, podnosząc ich na duchu po przegranym konflikcie o Malwiny (Falklandy) u schyłku mrocznych rządów generałów. Tu fetowano zwycięstwo narodowej drużyny w mistrzostwach świata w piłce nożnej w 1986 roku z Diego Maradoną wznoszącym Copa Mundial.  Na tym balkonie pojawiła się Madonna, aby zaśpiewać „Don’t Cry for Me Argentina”, kiedy w 1996 roku Alan Parker kręcił filmową wersję musicalu „Evita”.

Evita. Postać niemal mityczna, przez kulturę popularną wykreowana na najbardziej znaną kobietę w historii Argentyny. Naprawdę nazywała się María Eva Duarte de Perón i była żoną człowieka, który niewątpliwie wywarł największy wpływ na współczesną Argentynę – Juana Perón.  Perón jako pułkownik był członkiem junty wojskowej, która doszła do władzy w 1943 roku. Dzięki objęciu teki ministra pracy i zawarciu aliansu z rosnącymi w siłę związkami zawodowymi stał się jedną z najbardziej wpływowych postaci w rządzie. Popularność wśród niższych klas społecznych przyniosło mu zaangażowanie w promocję przywilejów socjalnych i większych praw pracowniczych, a dodatkowo energia włożona w zbieranie funduszy dla ofiar trzęsienia ziemi w San Juan w 1944 roku. I to właśnie podczas jednej z imprez charytatywnych poznał początkującą aktorkę Evę Duarte. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Choć on miał już 48 lat i był członkiem rządzącego establishmentu, a ona była o połowę młodsza i wykonywała zawód nie cieszący się poważaniem, stali się nierozłączną parą, a ich związek został przypieczętowany ślubem w 1945 roku.

W wyniku przetasowań w wojskowej juncie Juan Perón objął funkcję wiceprezydenta i ministra wojny, pozostając dalej ministrem pracy. Jego rosnąca pozycja spotkała się jednak z dezaprobatą konserwatywnej grupy wojskowych, którzy w październiku 1945 roku  doprowadzili do dymisji Perona, a nawet jego aresztowania. To nie był jednak jego upadek – wokół Plaza de Mayo zgromadziło się około trzysta tysięcy zwolenników uwięzionego. Wojskowi ugięli się i wypuścili Perona na wolność, umożliwiając mu tym samym marsz po pełnię władzy. W wyborach prezydenckich przeprowadzonych cztery miesiące później Perón odniósł zdecydowane zwycięstwo i 4 czerwca 1946 roku został zaprzysiężony na prezydenta Republiki Argentyny.

W trakcie kampanii wyborczej Evita występowała aktywnie u boku męża, co wówczas było niezwykłe – kobiety nie brały udziału w życiu politycznym, nie posiadały nawet prawa wyborczego. Zyskiwała dla niego zwolenników płomiennymi przemówieniami, w czym pomagało jej na pewno aktorskie doświadczenie. Jako pierwsza dama zaangażowała się w pracę charytatywną. Osobisty wdzięk i własna praca pozwoliły jej zdobyć miłość tysięcy Argentyńczyków, szczególnie z niższych klas społecznych. Prawda jest też jednak taka, że rozmach projektów charytatywnych nie byłby możliwy bez pompowania w fundację Evy Perón wielkich funduszy pochodzących z kasy rządowej lub organizacji z rządem powiązanych. Fundacja budowała szpitale, szkoły, ośrodki wypoczynkowe, udzielała pomocy socjalnej, finansowała stypendia, organizowała zawody sportowe dla dzieci, promowała emancypację kobiet. Czy to wystarczyłoby, aby stać się postacią na wpół legendarną? Na pewno nie. Konieczny był jeszcze dramatyczny finał, a ten nastąpił w 1952 roku – Eva Perón zmarła na raka w wieku 33 lat, zaledwie kilka tygodni po tym, jak uczestniczyła w paradzie inaugurującej drugą kadencję prezydencką swego męża. Choć nie pełniła żadnych oficjalnych funkcji, ceremonia pogrzebowa miała charakter państwowy, ogłoszono żałobę narodową, kondukt z trumną przesuwał się w deszczu kwiatów, ulice wypełniło dwa miliony ludzi. Ciało Evity zabalsamowano i wystawiono na widok publiczny w siedzibie federacji związków zawodowych CGT. Taki był początek kultu.

W Casa Rosada dwie sale poświęcone są pamięci Evy Perón. Jak mówi nam przewodnik, odtworzony został ich wygląd z okresu, gdy stanowiły salon i gabinet żony prezydenta. Obok wejścia znajduje się oficjalny portret autorstwa Numy Ayrinhac – Juan i Evita podczas oficjalnej gali, ona przytulona do niego, oboje uśmiechnięci, szczęśliwi.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014