Stolica zjednoczonej Europy

Dla nas stolica Belgii, Bruksela, jest przede wszystkim stolicą zjednoczonej Europy. Tu mają swoją siedzibę najważniejsze instytucje Unii Europejskiej:

  • Rada Europejska – nie stanowi ona prawa, ale określa zasadnicze kierunki polityki Unii, w jej skład wchodzą szefowie poszczególnych rządów oraz przewodniczący Komisji, obecnie pracami Rady kieruje Herman Van Rompuy, 1 grudnia zastąpi go Donald Tusk;
  • Komisja Europejska – zarządza bieżącymi sprawami w zakresie wdrażania wspólnego prawa i wydatkowania unijnych funduszy, przygotowuje wnioski odnośnie nowych aktów prawnych;
  • Rada Unii Europejskiej – najmniej znany organ, a o szerokich kompetencjach: uchwalanie aktów prawnych (wspólnie z Parlamentem), koordynacja polityki gospodarczej państw członkowskich, zatwierdzanie rocznego budżetu Unii (wspólnie z Parlamentem), zawieranie umów między Unią a innymi krajami; Rada nie ma stałych członów, w jej skład wchodzą ministrowie z poszczególnych państw, kompetentni w zakresie poruszanej tematyki; przewodnictwo jest rotacyjne (co pół roku obejmuje je inny kraj);
  • Parlament Europejski – reprezentuje obywateli Unii, kontroluje działanie innych instytucji Unii, przede wszystkim Komisji, wraz z Radą uchwala prawo i przyjmuje budżet.

Co by nie powiedzieć, mechanizm funkcjonowania władz jest skomplikowany, zbiurokratyzowany, a co za tym idzie kosztowny. Nie nam jednak wdawać się w zawiłości tutejszych układów i szukać dróg optymalizacji efektów. Dla nas wizyta w Brukseli jest sposobnością na poznanie miejsc, gdzie podejmuje się ważne decyzje dotyczące życia milionów Europejczyków, także i nas.

Kompendium wiedzy o Unii Europejskiej dostarcza w nowoczesnej, atrakcyjnej formie Parlamentarium, multimedialne centrum funkcjonujące w kompleksie budynków Parlamentu. Opowieść zaczyna się od krwawych wojen, które wstrząsały Europą pierwszej połowy XX wieku, a może bardziej od katastrofalnych skutków, jakie one miały dla ludności cywilnej. Taka bowiem była idea leżąca u podłoża dzisiejszej Unii, aby poprzez współpracę wrogich niegdyś sobie państw uczynić z Europy kontynent wolny od militarnych konfliktów. Możemy prześledzić, jak ta współpraca rozwijała się. W 1952 wszedł w życie traktat, na mocy którego Francja, Belgia, Luksemburg, Republika Federalna Niemiec (Niemcy Zachodnie) i Włochy powołały Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. W ten sposób kraje te zgodziły się na wspólny zarząd nad swoim przemysłem ciężkim, co miało gwarantować brak możliwości rozpoczęcia samodzielnych zbrojeń przez któreś z nich. Chęć dalszej integracji spowodowała potrzebę powołania w 1957 roku Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej i Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Obszar terytorialny działania Wspólnot powiększał się w miarę przystępowania do nich kolejnych państw. Wreszcie w 1992 roku doszło do podpisania traktatu w Maastricht ustanawiającego Unię Europejską, której celem miało być między innymi stworzenie obszaru bez wewnętrznych granic, umocnienie spójności gospodarczej, wprowadzenie wspólnej waluty euro, koordynacja polityki zagranicznej. Kolejnym krokiem zacieśniającym więzi był traktat zawarty w 2007 roku w Lizbonie, nadający Unii osobowość prawną i jednolitą strukturę. Polska występowała jako jeden z jego sygnatariuszy, po tym jak stała się członkiem Unii w 2004 roku.

Unia Europejska stanowi obecnie organizację 28 państw z 24 oficjalnymi językami. Jest konglomeratem najróżniejszych przekonać, doświadczeń historycznych, temperamentów. Pomimo pojawiających się sprzeczności i kryzysowych sytuacji Unia udowadnia skuteczność mechanizmów opartych na dialogu i kompromisie. Tu w Parlamentarium możemy przyjrzeć się procesowi stanowienia prawa w toku interakcji poszczególnych unijnych organów.

Na koniec wizyty można wpisać do komputera swoje przesłanie dla Unii Europejskiej. Razem z Kamilą wprowadzamy banalnie obecnie brzmiące hasło „Nigdy więcej wojny!”. To jest największe osiągnięcie Unii, że możliwość napaści jednego europejskiego państwa na drugie traktujemy dziś jako rzecz z gatunku political fiction. Oby tak było zawsze!

Parlament Europejski ma dwie oficjalne siedziby jedną w Brukseli, drugą w Strasburgu (dodatkowo część administracji mieści się w Luksemburgu). Dla nikogo to nie jest wygodne, ani dla posłów, ani dla urzędników, kosztuje masę pieniędzy, a mimo tego nic nie jest w stanie tego zmienić. Strasburg został wybrany na miejsce zgromadzeń parlamentarnych, gdy tworzyły się instytucje wspólnotowe. Miało to znaczenie symboliczne, gdyż miasto jest stolicą Alzacji, regionu, o który przez dziesięciolecia Francja i Niemcy toczyły spór terytorialny. Teraz Strasburg miał być znakiem współpracy. Wraz ze wzrostem znaczenia Parlamentu konieczne było jednak przesunięcie części jego aktywności do Brukseli dla lepszego współdziałania z pozostałymi organami Unii. W tym celu w 1989 roku rozpoczęto wznoszenie brukselskiej siedziby Parlamentu. Obecnie jest to cały kompleks budynków, z których najstarszy, imienia Paul-Henriego Spaaka mieści salę obrad.  W Brukseli odbywają się sesje plenarne i spotkania komisji. Ustawy uchwalane są zwyczajowo w Strasburgu, gdzie zgodnie z traktatowym zapisem raz w miesiącu Parlament zobowiązany jest odbyć swoją sesję. W tym celu na przeciąg trzech dni 751 europosłów i około 3000 osób personelu przenosi się do odległego o ponad 400 kilometrów miasta. Do przewozu niezbędnej dokumentacji potrzeba ponoć 25 ciężarówek. Koszty operacji szacowane są na ponad 100 milionów euro rocznie. Próby zmiany tej sytuacji napotykają niestety na opór Francji, a bez jej zgody nie jest możliwe ustalenie tylko jednej – brukselskiej – siedziby Parlamentu. To wymaga korekty traktatu, do czego niezbędna jest jednomyślność krajów członkowskich. Francja broni interesów Strasburga, to może być zrozumiałe, wydaje się jednak, że innym wiodącym państwom brak jest determinacji, aby do akceptacji zmiany rząd francuski przekonać.

Parlamentarium dostarcza wiedzę na temat działania Parlamentu Europejskiego, ale nieporównanie bardziej ekscytującym doświadczeniem jest znalezienie się wewnątrz jego budynku. Nam udało zaliczyć się nawet dwie takie wizyty. Najpierw weszliśmy bocznym wejściem od strony parku Leopolda przeznaczonym dla zwiedzających. Parlament otwiera swoje podwoje jedynie raz lub dwa razy w dni, w których nie ma sesji plenarnych. Wizyta jest krótka – przechodzi się do galerii wewnątrz wieży budynku, w której zainstalowana jest rzeźba „Confluences” autorstwa Olivera Strebelle’a. Konfluencja oznacza łączenie się spływających z gór potoków wody. Rzeźba, a właściwie wysoka na kilka kondygnacji (36 metrów wysokości) konstrukcja utworzona z przeplatających się stalowych włókien, obrazuje łączenie się proeuropejskich idei. Potem idzie się na galerię sali obrad, gdzie można zasiąść w fotelu i wysłuchać opowieści o pracy Parlamentu, odtwarzanej z audioprzewodnika. Bezpośrednio po tej wizycie weszliśmy tam jeszcze raz, tym razem przez główne wejście największego budynku w całym kompleksie, nazwanego imieniem włoskiego polityka Alberto Spinelliego, mieszczącego przede wszystkim biura frakcji parlamentarnych i poszczególnych posłów. Zostaliśmy wprowadzeni przez panią Magdę, asystentkę europosła Andrzeja Dudy (co znaczą znajomości!). Ruch w środku był niewielki. Parlament miał akurat w tym tygodniu sesję wyjazdową w Strasburgu i większość osób rozjechała się stamtąd na przedłużony weekend. Wyjechaliśmy na wyższe piętro, gdzie w rozległym hallu krzyżują się drogi komunikacyjne i z reguły panuje spory zamęt. Są tu stanowiska telewizyjne przygotowane do przeprowadzania wywiadów z posłami, imienne skrzynki do odbioru korespondencji, stąd przechodzi się przeszkloną przełączką do budynku Paul-Henriego Spaaka do sali obrad. Przeszliśmy nią i my. Sala obrad nie była zamknięta, więc weszliśmy do środka. Dziadek Zbyszek zasiadł na jednym z poselskich miejsc, nałożył słuchawki do tłumaczenia, przez chwilę mógł poczuć się jak europarlamentarzysta. Wyjechaliśmy jeszcze na ostatnie piętro wieży budynku, skąd roztacza się widok na Brukselę, potem udaliśmy się do najnowszego budynku nazwanego imieniem kanclerza Niemiec Willy’ego Brandta, zobaczyliśmy miejsce pracy pani Magdy i pana europosła. Jak każdy parlamentarzysta ma do dyspozycji trzy pokoje – jeden dla siebie, drugi na asystentów, trzeci do spotkań. Warunki do pracy komfortowe.

Siedziba pozostałych organów centralnych Unii znajduje się w nieznacznym oddaleniu od kompleksu budynków Parlamentu – dzieli je tylko nieco ponad dziesięciominutowy spacer – ale my dotarliśmy w to miejsce dopiero późnym popołudniem ostatniego dnia naszego pobytu w Belgii. Budynek Komisji Europejskiej zwany Berlaymont, zbudowany na planie ogromnego wygiętego X, przez lata był symbolem jednoczącej się organizacyjnie Europy. Teraz jakby rzadziej gościł w telewizyjnych przekazach, częściej można zobaczyć budynek Parlamentu, a nawet znajdującą się po drugiej stronie Rue de la Loi/Wetstraat siedzibę Rady Europejskej (może nie jej frontową fasadę, ale wewnętrzny dziedziniec z zajeżdżającymi limuzynami przywożącymi szefów rządów na unijne szczyty). Berlaymont został oddany do użytku w 1967 roku. Jego fasada wyglądała wtedy inaczej. Budynek przeszedł generalny remont w latach 1991-2004. Wymieniono w nim w zasadzie wszystko z wyjątkiem samej konstrukcji nośnej. Taki szeroki zakres prac wynikał z odkrycia, że do izolacji budynku użyto szkodliwego azbestu. Tym niemniej prace były źle zaplanowane i prowadzone. Przez pierwsze trzy i pół roku nic się w opuszczonych pomieszczeniach nie działo, a potem, kiedy roboty już trwały, kilka razy przekładano termin zakończenia remontu.

Berlaymont jest siedzibą Komisji Europejskiej, ale faktycznie mieści tylko część jej biur. Najrozmaitsze departamenty i agencje zajmują pomieszczenia w ponad 70 budynkach. Europejska biurokracja rozrosła się ponad rozsądną miarę. Niestety jest to choroba, która dotknęła nie tylko Brukselę, nie należy się więc spodziewać, że przyjdzie ktoś, kto to odwróci.

Czytaj dalej

Copyright © 2014