Budapeszt niebliski

Według sondażu CBOS ze stycznia 2013 roku najbardziej lubiane przez Polaków narody to w kolejności Czesi, Słowacy, Anglicy, Włosi, Hiszpanie, Szwajcarzy, Irlandczycy, Norwegowie, Amerykanie. Dopiero na dziesiątym miejscu tej listy (ex aequo ze Szwedami i Holendrami) znaleźć można Węgrów. Dość odległa pozycja tych, którzy w znanym powiedzonku występują jako nasi bracia, wynika nie tyle z jakichś napięć powstałych w naszych relacjach, ale z niemal całkowitego osłabnięcia więzi łączących nasze kraje; procesu, który w ostatnich kilkunastu latach postępował z gwałtowną prędkością.

„Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki.” Współczesnemu Polakowi może wydawać się dziwne, że taka deklaracja kiedyś powstała (w czasach konfederacji barskiej) i mocno zakorzeniła się w naszej kulturze. Bo co może nas łączyć z narodem żyjącym daleko za górami, mówiącym jakimś dziwnym językiem, przeżywającym od dekady dotkliwe problemy gospodarcze, pozostającym bardziej na uboczu europejskiej integracji. Kiedyś było jednak inaczej – mieliśmy wspólną granicę i długą historię pokojowego współistnienia. Nigdy nie toczyliśmy wojen przeciwko sobie, a często wspieraliśmy drugą stronę w ciężkich dla niej czasach. W latach osiemdziesiątych XX wieku, kiedy u nas półki sklepowe były ogołocone z towarów, na Węgry jeździło się jak do przedsionka wolnego i zasobnego Zachodu. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych patrzyliśmy z podziwem na Węgrów, że tak skuteczni są w przyciąganiu zachodnich inwestycji. Potem zaczęło się to zmieniać – ważniejsze stały się relacje z Brukselą i Berlinem, a dla młodych ludzi otwarte rynki pracy Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Norwegii.

W ostatnich latach zmienił się też układ komunikacyjny w naszej części Europy. Kiedyś podróż samochodem z Krakowa do Budapesztu nie zabierała dużo więcej czasu niż do Warszawy. Dziś dzięki nowym autostradom z Krakowa łatwo jest dojechać do Wiednia (4,5 h), Pragi (5 h), a nawet Berlina (5,5 h). Drogę do najbliżej położonego Budapesztu w dalszym ciągu trudno pokonać poniżej sześciu godzin. A podróż ta może się jeszcze wydłużyć, gdy cała Polska rusza na weekend pod Tatry. Tak właśnie się stało, gdy wybraliśmy się do Budapesztu rankiem 15 sierpnia – pokonanie odcinka Kraków-Zabornia, gdzie skręca się z Zakopianki w kierunku przejścia granicznego w Chyżnem, o długości 60 km zajęło nam bagatela dwie i pół godziny! Tego opóźnienia już się nie dało nadrobić i na miejsce dojechaliśmy po prawie dziewięciu godzinach nużącej podróży.

Czytaj dalej

Copyright © 2014