Jak w Teksasie

El Rocío, 02/07/2012

W El Rocío jest tylko jedna asfaltowa droga, prowadząca z południa na północ, z wybrzeża do Almonte. Wystarczy zjechać z niej i zaparkować samochód, aby znaleźć się w innym świecie – w teksańskim miasteczku sto lat temu. Białe fasady jednopiętrowych domów, pionowe wysokie okna, kamienne portale, wypłowiałe czerwone dachówki na lekko pochyłych dachach, kościoły i kapliczki w neobarokowym stylu, a do tego jeszcze nieutwardzona nawierzchnia ulic, piasek, w którym brnie się po kostki.

Podobno popularnym środkiem komunikacji jest tu ciągle koń, ale kiedy my przyjechaliśmy, miasteczko było niemal całkowicie wymarłe. Nie nastawialiśmy się jednak na spotkanie rewolwerowców; El Rocío jest centrum religijnego kultu. Czci się tu Dziewicę Marię pod postacią drewnianej figurki, znalezionej ponoć przez myśliwego w tutejszych lasach jeszcze w czasach średniowiecza. Dziś można ją zobaczyć w sanktuarium, przyobleczoną w bogato zdobioną suknię, udekorowaną fantazyjnymi wzorami złotych koronek, z twarzą ożywioną jakby mocnym makijażem. Estetyka dość odległa od naszej polskiej; tu jest wyrazem najwyższego hołdu i uznania.

Czciciele Dziewicy Marii z El Rocío zgrupowani są w bractwach działających przede wszystkim w tutejszym regionie, ale też i w pozostałej części Andaluzji, a także w innych rejonach Hiszpanii. Co roku w Zielone Świątki bractwa pielgrzymują do sanktuarium; przyjeżdżają konno, na wozach ciągniętych przez byki, w tradycyjnych andaluzyjskich strojach. Podobno w te dni zjawia się w tej niewielkiej miejscowości nawet i milion pielgrzymów. Ciężko mi sobie wyobrazić, jak oni sobie wtedy radzą z tumanami pyłu, które na piaszczystych drogach niechybnie musi wzbudzać taka ilość ludzi i zwierząt.

Zapaliliśmy świecę. Niech i nas Dziewica Maria z El Rocío ma w swej opiece.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014