Koniec znanego świata

Sagres, 05/07/2012

To była podróż na koniec ziemi. Dzieliło nas od niego 185 kilometrów i 2,5 godziny jazdy. Najpierw sunie się wygodnie autostradą (co kosztuje 12,65 euro). Mija się stadion zbudowany w Faro na Euro 2004, którego zadaszenie przywodzi na myśl rozpostarte żagle morskiego statku. Potem widać z oddali ciągnące się blokowiska modnych miejscowości wypoczynkowych Algarve z największym z nich w Portimão. Na wysokości Lagos autostrada kończy się; dalej ruch jest zbyt mały, żeby opłacało się ciągnąć dwie nitki dwupasmowej jezdni.

W miarę pokonywania kolejnych kilometrów robiło się coraz bardziej pusto, a roślinność stawała się coraz rzadsza i uboższa. Kiedy dojechaliśmy do Sagres, temperatura ledwie przekraczała 20 stopni. Niby to wciąż nie było mało, ale pogoda przyzwyczaiła nas do temperatur przynajmniej o 10 stopni wyższych. Do tego wiał silny porywisty wiatr. Moje dziewczyny pootulały się plażowymi ręcznikami (z braku innego okrycia), żeby ochronić się przed smagnięciami chłodnego powietrza.

Płaski skalisty płaskowyż załamuje się tu wzdłuż nieregularnej linii i pionowo opada w odmęt oceanu. Po powierzchni granatowej toni tańczą białe bałwany. Pchane wiatrem pędzą na spotkanie lądu. Dalej, gdy spogląda się z wysokości kilkudziesięciometrowych klifów, widać tylko bezkres wód, które w nieokreślonej odległości linią rozmytą w nieostrym powietrzu znaczą widnokrąg. Przez wiele lat wątpiono, czy mogą kryć się za nim nieznane terytoria.

W XV wieku w tym strategicznym miejscu u zbiegu południowych i zachodnich krańców Europy na skalistym półwyspie powstała forteca, wykorzystywana przez infanta Henryka jako baza dla inicjowanych przez niego wypraw żeglarskich wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki. Tak Sagres dało początek epoce Wielkich Odkryć Geograficznych. Dziś z tamtych czasów niewiele zostało, ale i tak miejsce to bez wątpienia wywiera wielkie wrażenie na każdym przybyszu.

W galerii z turystycznymi pamiątkami kupiliśmy kompas zamknięty w tulei z egzotycznego drewna, a potem pojechaliśmy dalej, bo geograficznie to piętrzący się po drugiej strony zatoki przylądek Św. Wincentego jest najdalej na południowy-zachód wysuniętym punktem Europy. Na jego krańcu zbudowano latarnię morską. Przy drodze dojazdowej stały stragany z miejscowymi wyrobami z wełny. Ciepłe swetry. To dało nam wyobrażenie jak tutaj musi być chłodno poza letnim sezonem. Niby byliśmy w słonecznej Portugalii, ale ta jej część należała po trosze do dzikich wybrzeży Szkocji.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014