Pierwsze kroki

08/10/2008

Zmierzcha już, kiedy wychodzimy na pierwszy spacer po mieście. Metrem dojeżdżamy pod wzgórze Montmartre, wspinamy się do bazyliki Sacre Coeur, błąkamy się trochę tutejszymi uliczkami, aby w końcu zejść w okolice Moulin Rouge.

Pierwsze godziny po przyjeździe są zawsze ekscytujące. Powoli zaczynamy przesiąkać atmosferą nowego miejsca. Stopniowo coraz lepiej orientujemy się w przestrzeni; płaski rysunek planu turystycznego zmienia się w trójwymiarowy obraz miasta. Budowle znane nam wcześniej jedynie z telewizji i książek stają teraz przed naszymi oczami w pełni swojej skali i w realnym otoczeniu. Ale jeszcze bardziej intensywne uczucie to znaleźć się w tym samym miejscu wiele lat później. Nie jest już ono dla nas obce, ale nie jest i własne. W naszej pamięci tkwią różne przeszłe widoki, niektóre czyste i klarowne, niektóre mogą wyzwolić się niespodziewanie pod wpływem zwykłego na pozór zdarzenia. Tak było właśnie tym razem – tylko wyszliśmy z podziemi stacji metra Barbes-Rochechouart, od razu przebiegła mi przez głowę myśl, że już tutaj byłem. Prosta, dwupasmowa aleja, charakterystyczny stalowy wiadukt na kamiennych przęsłach. Kiedy zobaczyłem ciągnące się wzdłuż całego kwartału wysokie witryny sklepowe zakryte częściowo markizami w biało-różową pepitkę, byłem tego już pewien. To było 22 lata temu. Nasz autobus zatrzymał się gdzieś w pobliżu, a my mieliśmy czas na drobne zakupy. Druhna Marysia powiedziała nam wtedy o sklepach Tati, że tu można kupić coś w stosunkowo niskiej cenie, że później panie w Polsce chodzą dumnie z plastikową torebką w tę biało-różową pepitkę i z logo Tati, co w Paryżu byłoby wielkim obciachem. Wówczas w osiemdziesiątym szóstym roku ten dyskont odzieżowy wydał mi się luksusowym salonem, niestety ceny były na kieszeń polskiego studenta zbyt wysokie, żeby było mnie na coś stać.

Czytaj dalej

Copyright © 2014