Disneyland k/Paryża

Marne-la-Vallée, 9/10/2008

Kolejny nasz cel: XVIII-wieczna posiadłość, w której grasują ponoć duchy. Wchodzimy do środka. Hall przyozdobiony jest portretami przodków, obrazami, lustrami. Z sufitu zwisa duży żyrandol. Prawdziwa rezydencja, tylko gości coś dużo. Napływa coraz więcej osób, zaczyna się robić ciasno, a drzwi do dalszych sal zamknięte. Co jest grane? Do tej pory w każdym punkcie organizacja Disneylandu była wzorowa, a tu jakiś problem? Ścisk jest już taki, że zaczynamy się czuć jak zapuszkowane sardynki. Zdenerwowanie wszystkich rośnie z każdą chwilą i nagle, kiedy atmosfera jest już bliska wybuchu, podłoga zaczyna obsuwać się. Zjeżdżamy coraz niżej, zatapiając się w ciemności. Tylko kilkanaście metrów ponad nami złowieszczo mrugają światła żyrandola. Po chwili platforma zatrzymuje się. Wsiadamy do dwuosobowych wagoników. Wyruszamy w podróż podziemnymi korytarzami, w których czekają na nas postaci krwawych morderców i szalonych naukowców, upiory i umarlaki.

Od 9 do 19 to było dziesięć godzin świetnej zabawy. Disneyland oferuje znakomitą rozrywkę i dzieciom, i rodzicom w świecie bajek, przygody, Dzikiego Zachodu i kosmosu. Można się pośmiać i pobać troszeczkę.

Czytaj dalej

Copyright © 2014