Chińska kuchnia

Tak to już bywa, że aktywność w czasie wyjazdów służbowych składa się z przemieszczania się, spotkań biznesowych i jedzenia w restauracjach. Na więcej nie starcza czasu. Ja zresztą nie lubię łączyć turystycznego zwiedzania z wyjazdami biznesowymi. Grają różne emocje.

Z podróży do Chin, podróży służbowej, przywiozłem więc mało zdjęć, a połowa z nich została zrobiona w restauracjach. W ciągu tych paru dni w Anji i Mudanjiang mogłem skosztować wielu dań, szczególnie że w trakcie wspólnego posiłku wszystkie potrawy są tradycyjnie współdzielone przez biesiadników. Nasz szef z Portugalii z dużą nadwagą twierdził, że wszystko, co podają Chińczycy jest lekkie i zdrowe, gdyby tak jadał u siebie, szybko zrzuciłby 10 kilogramów. Ja wręcz przeciwnie. Jedzenia było tyle, że w pewnym momencie kolejny posiłek był dla mnie bardziej obowiązkiem niż przyjemnością. Wszystko przez ich chęć serdecznego ugoszczenia nas. Zastawiano stół powiedzmy czterema różnymi potrawami, a gdy człowiek był już niemal syty, wnoszono kolejne i kolejne. Niemożliwością było odpowiednie rozłożenie sił, bo nigdy nie było wiadomo, ile tych dań będzie. A jak już coś nowego na stole stało, nie było zmiłuj się, trzeba było dalej kosztować.

Smakowało mi wszystko, może najbardziej zupy i gotowana, lekko słodkawa kapusta pekińska wymieszana z makaronem sojowym i kawałkami wieprzowiny. Tak, wszystko było dobre, ale palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o kuchnię chińską, dalej będzie dzierżyć kolacja sprzed pięciu w Surabaya w Indonezji, gdzie gospodarze zabrali nas do restauracji serwującej dania z Kantonu (Południowe Chiny). To była dopiero orgia smaków!

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014