Szanghaj

Terminal lotniska w Szanghaju wielki, ale nie najnowszy*). Słabo działająca klimatyzacja. Duszno. Wolno posuwamy się w długiej kolejce do kontroli paszportowej (jednej z kilku kolejek). Wyjście do strefy otwartej. Idziemy przez szpaler ludzi. Jedni trzymają kartki z imieniem oczekiwanego gościa, drudzy proponują taksówkę. I tak 10 metrów, 20 metrów, 50 metrów, 100 metrów, 150 metrów. Wreszcie po dwustu metrach jesteśmy wolni. Stacja Maglev. Jedyna okazja na przejazd pociągiem magnetycznym. Pędzimy 301 kilometrów na godzinę (o innej porze kursuje z prędkością 430 km/h, szkoda, że nie teraz). Trzęsie jak na wybojach. W środku tandeta. Niebieskie obicia foteli z taniego pluszu. Podróż trwa parę minut. Stacja końcowa i jedyna na przedmieściach miasta. Jest już ciemno. Na rogu ulic miejsce wyznaczone na łapanie taksówki. Nie ma zorganizowanej kolejki. Kto bardziej energiczny, ten jedzie. My Europejczycy to zabierają nas pierwszych. Zapłacimy więcej. Jeden chciał 200 juanów, drugi 280, stanęło na stu pięćdziesięciu (tyle samo kosztuje taksówka bezpośrednio z lotniska, nic dziwnego, że Maglev prawie pusty). Hotel. Mieszkam na dwudziestym drugim piętrze. Wychodzimy coś zjeść. Niedziela, siódma wieczorem. Wszystkie sklepy otwarte. Budynki wysokie i bardzo wysokie. Przy tej ilości widok szybko powszednieje. Bary z chińskim jedzeniem. Menu po chińsku. Mówią po chińsku. W trzecim pani „mówi” po angielsku. Zamawiamy według obrazka. Micha zupy. Smak trawy cytrynowej. Gęsto od klusek, Bardzo dobre. Idziemy z powrotem. Na chodnikach dużo petów. Twarze tylko skośnookie. To Szanghaj, nie Singapur. Rano śniadanie. Smażony ryż, makaron w sosie sojowym i coś tam jeszcze. Przyjeżdża kierowca. Ruszamy przez miasto. Beton, beton, beton, beton. Po pół godzinie wydostajemy się z miejskiej dżungli.

*) Konieczne jest sprostowanie. Terminal lotniska jest nowy, o czym mogłem się przekonać dwukrotnie potem z niego korzystając. Tu zawarłem pierwsze wrażenia zmęczonego podróżnego, przybywającego wprost z Dubaju, gdzie terminal poraża rozmachem i funkcjonalnością. Strefa odprawy paszportowej w Szanghaju zatłoczona i z nisko zawieszonym sufitem nie robi dobrego wrażenia. Wysoka temperatura jest chyba utrzymywana celowo. Podobno Chińczycy taką lubią.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014