Miasto w chmurach (Erice)

Z oddali Erice zobaczyliśmy już pierwszego dnia, jadąc autostradą z lotniska w kierunku Castellammare del Golfo. Nie sposób było przeoczyć murów tego średniowiecznego miasta z uwagi na  położenie na szczycie samotnie sterczącej, dominującej w krajobrazie góry (750 m. n.p.m.). Kiedy sześć dni później wybraliśmy się tam na wycieczkę, wzięliśmy ze sobą swetry. To za sprawą naszego przewodnika, w którym wyczytaliśmy, że warunki pogodowe na szczycie mogą się mocno różnić od tych na dole, że często Erice spowijają chmury, jest wietrznie i chłodno. Jeśli to prawda, to akurat my trafiliśmy na odmienny dzień. Przyszło nam zwiedzać miasto w trzydziestostopniowym upale. O orzeźwiającej bryzie mogliśmy tylko pomarzyć. Za to żadne obłoki nie ograniczały nam widoku na całą okolicę.

A to właśnie spojrzenie z wysoka jest tym, co pobudza emocje. Już sam wyjazd serpentynami dostarcza niemałych wrażeń, gdy wznosimy się wyżej i wyżej ponad rozległą taflą morza. Najciekawsze widoki są na stronę zachodnią i wschodnią. Na zachodzie widać leżące u podnóża góry Trapani, portowe miasto, stolicę prowincji, a dalej kilka rozrzuconych górzystych wysepek – to Wyspy Egadzkie. Na południe od Trapani rozciąga się teren salin, gdzie w płytkich zbiornikach przedzielonych groblami odparowywana jest morska woda. Z góry ten teren wygląda jak jakiś wielki witraż, gdyż tafle zbiorników mienią się pastelowymi kolorami. Patrząc na wschód, widzimy obraz podzielony na dwie wyraźnie rozgraniczone części – lazurową toń morza i ląd porośnięty szarozielonymi uprawami. Monotonię burzy widoczna w oddali, wynurzająca się wprost z wody skała Monte Cofano.

W starożytności na szczycie góry wznosiła się świątynia, za czasów rzymskich była ona poświęcona Wenus, bogini miłości i piękna, a sława Wenus Erycejskiej wykraczała daleko poza Sycylię. Jak to z reguły bywa, wokół bogatego ośrodka religijnego wyrósł ośrodek miejski. Wraz z upadkiem kultu skończył się jednak dla niego okres prosperity. Odrodzenie nastąpiło w epoce Normanów, którzy na miejscu zrujnowanej świątyni wznieśli zamek. Miasto zyskało przywileje i zaczęło dominować w regionie Zachodniej Sycylii. Jednakże położenie w zapewniającym bezpieczeństwo miejscu w z czasem zaczęło dokuczać, oddalenie stało się przeszkodą w wygodnym funkcjonowaniu w rozwijającym się społeczeństwie. Stare miasto poczęło się wyludniać. Dziś, choć gmina Erice liczy blisko 30.000 obywateli, na górze mieszka ledwie pięćset osób. Niemal wszyscy pozostali żyją na równinie graniczącej z Trapani.

Exodus mieszkańców spowodował, że Erice zastygło w formie sprzed stuleci. Nawet jeśli powstały tu jakieś budynki w epoce baroku, czy nawet czasach nam bliższych, wkomponowały się we wcześniejszą strukturę tak dobrze, że możemy mieć wrażenie, iż od średniowiecza nic się tu nie wydarzyło. To poniekąd efekt użycia kamienia jako podstawowego budulca. Kamienne są mury obronne. Kamienne są ściany domów. Kamienna jest okładzina wąskich uliczek.

Choć miejscowość nie jest duża, spacer po Erice zajął nam blisko trzy godziny. Nie było powodu, żeby się spieszyć. W spokoju mogliśmy chłonąć atmosferę tego miejsca. Turystów nie było dużo, aut wcale (ruch samochodowy odbywa się tylko na obrzeżach). Jedynie upał dał się nam trochę w znaki. Przyjemniej, z pewnie jeszcze bardziej klimatycznym nastrojem, byłoby tu wieczorem.

Na koniec wstąpiliśmy do cukierni Marii Grammatico, mieszczącej się przy Corso Vittorio Emanuele 14, słynącej z wyrobu ciasteczek wypełnionych waniliowo-cytrynowym kremem,  zwanych genovesi. Z przyjemnością zjedliśmy ten lokalny specjał po powrocie, odpoczywając na naszym tarasie.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014