Pod opieką Świętego Piotra (Balestrate)

Nasz dom znajdował się na zachodnim krańcu prowincji Palermo i należącej do niej gminy Balestrate. Do miasteczka stanowiącego centrum gminy mieliśmy dwa kilometry. Drugiego dnia  po przyjeździe, przeglądając foldery turystyczne pozostawione przez gospodarza, natknąłem się na informację, że dzień Świętego Piotra, przypadający 29 czerwca, jest tu uroczyście obchodzony. Święty Piotr czczony jest w Balestrate jako patron rybaków. Ulicami przechodzi procesja ze statuą świętego ciągnioną w rybackiej łodzi, a po zmroku odbywa się pokaz ogni sztucznych. Dwudziestego dziewiątego czerwca wypadało akurat kolejnego dnia, więc oczywistą stała się decyzja wzięcia udziału w lokalnej uroczystości.

Balestrate położone jest malowniczo na skalistym klifie, ale samo miasteczko nie posiada uroku Castellamare del Golfo. Pocięte jest regularną szachownicą ulic, przy których stoją jeden obok drugiego niewysokie, bezstylowe domy. W porcie osłoniętym betonowym falochronem, kiedy tam byliśmy, cumowało tylko kilka kutrów rybackich (a nic nie wskazywało na to, żeby w innym czasie było inaczej).

Do Balestrate dotarliśmy, kiedy trwała jeszcze msza święta w małym kościele pod wezwaniem Świętego Piotra. Po jej zakończeniu uformował się orszak. Na jego czele szedł ksiądz, za nim podążała grupa dzieci ciągnących łódź umieszczoną na podwoziu z kołami, na której ustawiona była Piotrowa figura. Dzieci wspierane były przez rybaków ubranych na niebiesko, otaczających łódź wianuszkiem i popychających ją do przodu. Za nimi podążali miejscy notable, dalej orkiestra i mieszkańcy. Co kilkadziesiąt metrów pochód zatrzymywał się, a jeden ze starszych rybaków, mistrz ceremonii, dzwonił dzwoneczkiem i trzykrotnie wznosił okrzyk: Viva Santo! Wszyscy za każdym razem odpowiadali: Viva!

Po przejściu przez główny plac miasteczka procesja skręciła w kierunku wyjściowego punktu, a my poszliśmy do rybnej restauracji ze stolikami rozstawionymi w bocznej ulicy. Wziąłem risotto z owocami morza. Było naprawdę dobre, szczególnie sos – aromatyczny, intensywny w smaku. Od Agnieszki spróbowałem pieczonych kalmarów. Chrupkie, w lekkiej panierce, świeże.

O wpół do dziesiątej wystrzeliły pierwsze fajerwerki z wyrzutni ustawionej w dole na plaży. Spektakl oglądaliśmy ze szczytu klifu. Kolorowe ognie rozświetlały niebo nad naszymi głowami. Nie patrzyłem na zegarek, ale pokaz trwał dziesięć, a może nawet więcej minut. Nie powstydziłby się go Kraków na zakończenie jednej z plenerowych miejskich imprez.

Czytaj dalej

Copyright © 2014