Hvar – wycieczki

Hvar to podłużna wyspa długości 68 km. Osadnictwo skoncentrowało się w jej zachodniej części. Przez wschodnią biegnie wijąca się przez wzgórza droga. Skorzystanie z niej ma sens, gdy przeprawia się na wyspę z portu w Drveniku, dalej niż Split położonego na południe. Wtedy dojazd stanowi dodatkową wycieczkę z panoramicznymi widokami. Jako że jednak pięknych krajobrazów nie brakowało w naszej okolicy, więc nie widzieliśmy potrzeby jechania w tamtą stronę. Zamiast tego pojechaliśmy w kierunku południowym.

Wycieczka z Jelsy do Svetej Nedjelji jest bez wątpienia najciekawszą, jaką można na Hvarze odbyć. Jest bowiem przeniesieniem się z krainy łagodności na groźne, stromo opadające skaliste wybrzeże, a clou programu jest przejazd tunelem pod najwyższymi na Hvarze górami. Ten tunel długości 1400 metrów, dosłownie wyciosany w litej skale (ściany są nierówne) na szerokość jednego samochodu, wymaga od kierowcy skupienia uwagi, szczególnie że jest nieoświetlony, liczyć możemy tylko na lampy naszego auta. Przecina w poprzek góry, ale sam też jest położony wysoko. Aby dotrzeć do wjazdu, trzeba wspiąć się z Jelsy lokalną drogą, miejscami bardzo wąską, jak w obrębie wsi Pitve, gdzie momentami można mieć wrażenie, że przejeżdża się przez podwórza gospodarzy. Przy wjeździe do tunelu zainstalowana jest sygnalizacja świetlna sterująca ruchem, ograniczająca ryzyko spotkania się wewnątrz aut podążających z przeciwnych kierunków (wycofywanie się z tunelu to dopiero musiałoby być mocne przeżycie).

Po drugiej stronie mocno nachylone zbocza wpadają bezpośrednio do morza, komunikację zapewnia poprowadzona trawersem droga. Nieliczne osady na tym odcinku ułożone są tarasowato. Największa z nich, Sveta Nedjelja, ma nawet niewielką marinę, skąd, gdyby nie patrzeć w lewo i w prawo, można by mieć widok na otwarte morze, co w Chorwacji, z uwagi na ilość wysp, nie jest raczej częste. Na relaks nad wodą zatrzymaliśmy się w Jagodnej, gdzie stroma, wąska ścieżka prowadzi do niewielkiej plaży, wciśniętej między skałami. Miejsce ładne, urokliwe, jedyna niedogodność, że z uwagi na mała powierzchnię, łatwo je wypełnić.        

Też po południowej stronie wyspy, tyle że na jej zachodnim krańcu położona jest stolica Hvaru, nosząca tę samą nazwę. Tam jednak prowadzi wygodna dwupasmowa droga. Również  trzeba przejechać tunelem, ale ten zbudowany został wedle współczesnych standardów, jego pokonanie nie dostarcza więc szczególnych emocji. Hvar jest znacznie bardziej gwarnym miejscem niż inne na wyspie, to się czuje od razu po przyjeździe, choć nasi gospodarze mówili, że w tym roku turystów jest mało i restauracje, bary, dyskoteki świecą pustkami. Ludzie, którzy tu przyjeżdżają nastawieni są bardziej na rozrywkę niż spokojny wypoczynek. Klientela jest inna, jest więcej grup młodzieży, tylko tu słyszeliśmy, i to całkiem często, angielski w wersji native speaker.    

Hvar warto odwiedzić chociażby dla widoku często powielanego w rozmaitych wydawnictwach (zdobił też okładkę mapy wybrzeża Dalmacji, którą się posługiwaliśmy). To panorama roztaczająca się z weneckiego fortu, zbudowanego na górującym nad miastem i zatoką wzgórzu, przyozdobiona krągłymi kształtami miniaturowych Wysp Paklińskich, osłaniających wejście do portu.

Stari Grad, który przed Hvarem dzierżył miano stolicy wyspy, nie jest tak malowniczo położony. Miasteczko zostało zbudowane na nizinie ciągnącej się przez kilkanaście kilometrów aż do Jelsy. Stoi wzdłuż bardzo wąskiej zatoki, a to dawniej gwarantowało spokojną przystań. Po jednej jej stronie znajduje się urokliwy labirynt uliczek, prowadzących wzdłuż kamiennych ścian starych domów, po drugiej nieszczególnie ładna nowa część miejscowości.

Jelsa, Vrboska, Hvar, Stari Grad – wszystko są to podobne charakterem miejsca, z podobną zabudową i historycznymi pamiątkami. Mimo to do każdego warto wpaść, mile spędzając czas.

Czytaj dalej

Copyright © 2014