Księżycowy krajobraz wyspy Pag

Na wyspę Pag droga wiodła przez lekko sfałdowany teren pośród zielonych upraw rolnych. Po przejechaniu trzydziestu kilometrów, gdy zjeżdżaliśmy ze wzgórza, otwarła się panorama na zatokę i znajdujące się po jej drugiej stronie skaliste zbocza, jakże inne, bo pozbawione jakiejkolwiek roślinności. Na dodatek skały wydawały się być niemal białe, odcinając się radykalnie od całego otoczenia.

Przeprawa na wyspę nie wymagała morskiej żeglugi. Dojechaliśmy do najbardziej wysuniętego punktu stałego lądu, a tam rozpięty był imponujący most długości trzystu metrów, trzydzieści pięć metrów powyżej lustra wody. Po drugiej stronie można było przekonać się, że skały nie są monolitem. Ich zwietrzała powierzchnia zasłana była tysiącami ułamków. Bez śladów życia, jak na Księżycu.    

Pag ma długość sześćdziesięciu kilometrów. My dojechaliśmy do położonego centralnie miasteczka-stolicy o tej samej nazwie, zatrzymując się po drodze na plażowanie i posiłek w przydrożnej konobie, czyli tawernie po chorwacku. Miejscową specjalnością jest ser – paški sir – twardy, dojrzewający nawet przez dwanaście miesięcy, z owczego mleka, naturalnie słony, gdyż wiejący zimą od strony lądu mocny wiatr bora (bura po chorwacku) porywa znad morza wilgotne opary soli i nanosi je na pastwiska. My żadnych owiec nie widzieliśmy, ani większych połaci krzewinek, którymi stado mogłoby się wyżywić, za to mijaliśmy stragany, gdzie sery można było kupić. Zatrzymaliśmy się przy jednym z nich. Pan oferował dwa rodzaje, różniące się długością dojrzewania. Wziąłem po kawałku obu (sery wycinane są z kręgu, ile kto sobie życzy). Ten dłużej dojrzewający kosztował 200 kun (134 zł) za kilogram, czyli sporo, ale był faktycznie doskonałej jakości, wykwintny i aromatyczny. Zamiast kroić, należało strugać cienkie jego płatki. Młodszy (niedużo tańszy – 180 kun za kilo) nie był aż tak twardy, a smak miał nieco delikatniejszy.

Czytaj dalej

Copyright © 2014