Na koniec o pieniądzach

Ceny w Chorwacji są generalnie wyższe niż w Polsce, w mojej ocenie o około 20% (oczywiście zależy to od produktu). Mimo tego budżet naszego urlopu zamknął się w zupełnie przyzwoitej kwocie, gdyby porównać go do zorganizowanej samolotowej wycieczki z biurem podróży, a można by jeszcze zaoszczędzić, na przykład rezygnując z dodatkowych dni w Plitwickich Jeziorach, wybierając miejsca pobytu tylko na kontynencie i nie płacąc tym samym za prom, czy też unikając płatnych dróg w Słowenii (odcinek krótki a kosztowny). Tak więc, nie dziwi, że każdego roku tak wielu rodaków wsiada w samochód i jedzie na letni wypoczynek na dalmatyńskie wybrzeże.

Opłaty autostradowe: 628 zł (najdrożej wyszła Słowenia – 1,13 zł/km; drogi też był odcinek od granicy do Zagrzebia – 0,62 zł/km, już o połowę tańsza jest trasa wiodąca do Dalmacji przez góry tunelami i wiaduktami)

Paliwo: 1 023 zł

Zakwaterowanie: 5 608 zł (16 nocy)

Prom na Hvar: 454 zł (w dwie strony)

Plitwickie Jeziora: 358 zł (wstęp i parking)

Wyżywienie: 2 196 zł (z wyjątkiem dwóch dni gotowaliśmy sami)

Ubezpieczenie: 159 zł

Razem: 10 426 zł (3 osoby)

Wyprawa mogła nas wynieść jakieś 1 400 zł więcej, bo:

1) Gdy rozpakowaliśmy się po przyjeździe do Rakovicy (pierwsza noc w Chorwacji), wyjąłem z portfela 340 złotych i pięć euro, żeby zostawić w nim miejsce na miejscowe kuny. Wsadziłem te pieniądze do szuflady szafki nocnej. Powiedziałem sobie w tym momencie, żebym pamiętał o wyciągnięciu banknotów przy pakowaniu się na wyjazd. Oczywiście zapomniałem. Zorientowałem się dopiero po paru dniach. Wysłałem wiadomość do gospodyni. Okazało się, że nie miała po nas gości i nie robiła jeszcze porządku. Zajrzała do szuflady, pieniądze tam były. Ustaliliśmy, że zabierze pięć euro na pokrycie kosztów, a złotówki wyśle poleconą pocztą na mój adres. Koperta nadeszła tydzień po naszym powrocie, gdy zaczynałem już wątpić, czy się jej doczekam.     

2) Na Pagu kończyliśmy plażowanie, trzymałem w ręce parasol przeciwsłoneczny, gdy gwałtowny powiew wiatru wyrwał z mocowań cienkie pręciki podtrzymujące czaszę, a jeden z nich smagnął mnie jak biczem, trafiając w oprawkę okularów. Szkła były całe, ale oprawka zdeformowała się. Po powrocie poszedłem do optyka. Mieli wątpliwości, czy nie pęknie w trakcie próby prostowania, więc zamówili identyczną nową. Na szczęście operacja się powiodła, okulary były jak nowe bez żadnego kosztu.

3) W przedostatni dzień w Zadarze świeciło pięknie słońce. Wyjeżdżając na wycieczkę do Ninu, zostawiliśmy markizę balkonową na wpół wysuniętą, tak jak każdego innego dnia. Spędziliśmy parę godzin na plaży, zwiedziliśmy Nin i nagle rozpętała się gwałtowna burza. Chcieliśmy jeszcze zrobić zakupy, a pod sklepem musieliśmy czekać kilkanaście minut aż przejdzie ulewa, bo z nieba dosłownie lały się strugi wody. Gdybyśmy pamiętali o markizie, pewnie wrócilibyśmy czym prędzej do domu. Nie wiem, czy zdążylibyśmy ją uratować, ale była na to szansa, a tak wiatr wyrwał z prowadnicy jej jedno ramię, a konstrukcję drugiego naruszył. Zadzwoniłem do właścicielki, przysłała szybko serwisanta, który zdemontował markizę i wycenił straty. Koszty naprawy miała pokryć ubezpieczalnia, ale na koniec właścicielka poprosiła o nasz udział w kwocie 100 euro. Zrobiłem jej taki przelew, a potem pomyślałem, że wraz z ubezpieczeniem domu mam polisę OC w życiu prywatnym. Nigdy z niej nie korzystałem, a teraz postanowiłem spróbować. Złożyłem wymaganą dokumentację i po kilkunastu dniach ubezpieczyciel przelał mi całą wnioskowaną kwotę.

Trzy przypadki i ze wszystkich wyszedłem obronną ręką.    

Copyright © 2014