U państwa Poklepovič

Gdy w internecie natrafiłem na ofertę zakwaterowania u państwa Poklepovič, wszystkie inne, które widziałem wcześniej, przestałem brać pod uwagę. Przede wszystkim moje serce zdobył widok z balkonu – morze, piniowy las i góry na horyzoncie. Ale też i lokalizacja była bardzo korzystna – od wody tylko pięćdziesiąt metrów, w połowie drogi między miasteczkami Jelsa i Vrboska, idealnego celu dla kilkukilometrowych spacerów wzdłuż morza. Lokalizacja nosiła nazwę Vitarnja (formalnie była to część Jelsy) i tworzyła ją kolonia domów wakacyjnych, pobudowanych czasami w dwóch, czasami w trzech liniach na zboczu porośniętym piniami. Dom państwa Poklepovič stał w drugiej linii, akurat w miejscu, gdzie pinie nie rosły, a że mieszkaliśmy na dodatek na drugim piętrze, nic nie przesłaniało nam spojrzenia na zatokę i otwarte morze bardziej na prawo, zbocza sąsiedniej wyspy Brač i wysokie pasmo górskie wybrzeża Makarskiej, oddalone o jakieś dwadzieścia pięć kilometrów.    

Wybrzeże było skaliste, tu i ówdzie stworzono platformy dla plażowiczów i zejścia do wody. My korzystaliśmy z niewielkiego drewnianego pomostu, który ktoś kiedyś skonstruował pośród skał dla własnego użytku. Faktyczny brak plaży skutkował brakiem skupisk ludzi. Bez trudu można było zachowywać dystans kilkunastu metrów. Było spokojnie, atmosfera prawdziwego relaksu.

Temperatura była optymalna, pomiędzy 26 a 28oC, ciepło, ale nie upalnie. Gospodarze mówili, że to wyjątkowo, normalnie powinno być ponad 30oC. A dodatkowo wieczorami zrywał się chłodniejszy wiatr od stałego lądu. Negatywnym skutkiem takiej pogody była chłodna woda, wejście do niej nie sprawiało wielkiej przyjemności. Liczyliśmy na słońce przez cały czas i właściwie tak było, tyle że w ciągu dwóch dni nachodziły chmury, z których nawet popadał deszcz.  

Oba pobliskie miasteczka były malownicze, dzięki nadmorskiemu położeniu i starej kamiennej zabudowie. Sam spacer do nich był przyjemnością, gdyż szło się wijącą się nadbrzeżem drogą poprzez piniowy las.

Choć w okolicach znaleziono ślady osadnictwa z czasów greckich i rzymskich, dzisiejsza Jelsa sięga swą historią wieku XIV, gdy w miejscu tym powstał port dla wyżej położonej osady Pitve (w dawniejszych czasach ludność mieszkała w głębi wyspy). Szczególnie szybki rozwój nastąpił w XIX wieku, gdy Jelsa stała się ważnym centrum handlowym na Adriatyku, przez który przechodziły towary wysyłane z wyspy – wino, oliwa, solone ryby. Dziś to miejscowość nastawiona na turystykę, ale bez zatracenia własnej tożsamości. Wręcz przeciwnie to właśnie tożsamość, przejawiająca się w harmonijnie utrzymanej zabudowie, dobrze zachowanym obiektom historycznym, czystości i porządku, jest magnesem przyciągającym turystów.

Podobnie jest z drugim miasteczkiem, Vrboską, które rozciągnięte jest wzdłuż coraz bardziej zwężającej się zatoki. Przy końcu zatoka przechodzi w kanał, nad którym rozpięte są kamienne mostki. Ten fragment miejscowości wygląda jak jakaś boczna uliczka w Wenecji. Skojarzenie tym bardziej uprawnione, że Republika Wenecka sprawowała tu rządy przez cztery stulecia. A najbardziej przyciąga uwagę we Vrboskiej kościół św. Marii, ufortyfikowany przez Wenecjan w XVI wieku dla stawianiu oporu ekspansywnym Turkom.

Czytaj dalej

Copyright © 2014