Zadarem na Hvar

Na Hvar popłynęliśmy promem ochrzczonym nazwą miasta Zadar, które miało stanowić kolejny etap naszej podróży po Chorwacji. Taki zbieg okoliczności. Prom był sporych rozmiarów, mógł zabrać 1053 pasażerów i 280 pojazdów.

Załadunek zaczął się na pół godziny przed odpłynięciem. Samochody osobowe kierowane były na ruchomą wewnętrzną rampę, po której wjeżdżało się na górny pokład ładowni, wyższe – z rowerami na dachu, kampery, dostawcze – zostawały na dolnym. Parkować trzeba było z minimalnym odstępem w sześciu rzędach. Po zaparkowaniu należało opuścić samochód i wyjść schodami na jedno z dwóch pięter dla pasażerów lub otwarty pokład.  

Wszystkie auta z kolejki oczekujących wjechały do środka. Można zatem było przyjechać niemal w ostatniej chwili i załapać się na kurs, ale pewnie nie zawsze się tak zdarza. My, nawet mając już wykupione bilety, woleliśmy zastosować się do wyczytanej porady, żeby być półtorej godziny wcześniej.

Zadar pewnie kiedyś pływał na dłuższych trasach, może nawet międzynarodowych. Lata świetności miał już jednak wyraźnie za sobą, wyposażenie było mocno zużyte, szczególnie sanitariaty nie robiły dobrego wrażenia. Lecz podróż miała trwać tylko dwie godziny, więc nie stanowiło to problemu. Natomiast uczucie pewnego dyskomfortu wzbudzała konieczność stykania się z ludźmi w ciasnych korytarzach czy dotykania klamek szczelnych drzwi-grodzi, gdy chciało się wyjść, pospacerować po otwartym pokładzie. Teoretycznie obowiązkowo należało nosić maski, ale praktycznie nikt się do tego nie stosował. Sens tego był zresztą niewielki, gdy siedziało się spokojnie, bo było wystarczająco luźno wewnątrz pomieszczeń.

Pożegnaliśmy Split. Jego panorama z górującą nad miastem skalistą granią, robiła się co raz mniejsza. Po czterdziestu minutach przemknęliśmy przez cieśninę między wyspami Brač i Šolta, biorąc bezpośredni kurs na przystań Stari Grad na Hvarze. Minęliśmy prom płynący w przeciwną stronę i z każdą minutą zbliżaliśmy się do celu. Wydawało się nawet, że dopłyniemy przed czasem, a to dlatego, że Stari Grad leży w głębi długiej, ponad trzykilometrowej zatoki. Mieliśmy już więc brzegi wyspy po jednej i drugiej stronie, lecz to jeszcze nie był koniec. Jeszcze potrzeba było odrobinę cierpliwości. Zgodnie z rozkładem chwilę po wpół do piątej zjechaliśmy na ląd.

Czytaj dalej

Copyright © 2014