Batalha czyli bitwa

W 1383 roku portugalski król Ferdynand I zmarł nie zostawiwszy męskiego potomka. Zgodnie z wcześniej zawartą umową Jan I, król Kastylii, winien był poślubić córkę Ferdynanda i przejąć koronę Portugalii. Temu niechętna była większość miejscowej szlachty. Jako pretendenta do tronu wysunięto przyrodniego brata zmarłego króla, Jana, wielkiego mistrza zakonu rycerskiego Aviz. Jan pochodził z nieprawego łoża i formalnie nie mógł uczestniczyć w sukcesji, mógł jednak takie prawo wywalczyć mieczem. W decydującej krwawej bitwie pod Aljubarrotą (14 sierpnia 1385) mniej liczna armia portugalska wsparta angielskimi łucznikami pokonała Kastylijczyków posiłkowanych przez rycerstwo francuskie. Jan został nowym królem Portugalii, pierwszym z dynastii Aviz.

Jako wotum dziękczynne za wygraną król Jan ufundował klasztor z kościołem Matki Boskiej Zwycięskiej w miejscu, które nazwano Batalha, co znaczy bitwa, oddalonym od terenu zmagań o kilkanaście kilometrów. Fundator jedynie zainicjował budowę, prace ukończono dopiero na początku XVI wieku. Tym niemniej kościół stał się miejscem pochówku członków dynastii Aviz, pierwszym królewskim panteonem w Portugalii – Kaplica Założycieli powstała w latach 1426-34. W centralnym miejscu kaplicy znajduje się okazały sarkofag Jana I i jego żony Filipy Lancaster, a przy ścianach zobaczyć można skromniejsze nagrobki ich potomków, między innymi księcia Henryka Żeglarza, wspierającego wyprawy morskie Portugalczyków.

Z uwagi na fakt, że kompleks budowli powstawał przez ponad sto lat, a odpowiedzialność za prace spoczywała kolejno na kilku budowniczych, poszczególne części różnią się stylistycznie, ale całość stanowi wspaniały przykład sztuki gotyckiej, stąd też, a pewnie i ze względu na kontekst historyczny, klasztor w Batalhii wpisany został na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Spodziewałem się, że tego rodzaju zabytek wzbudza duże zainteresowanie, ale po półgodzinnej jeździe z Fátimy znaleźliśmy się w sennym miasteczku i bez problemu zaparkowaliśmy auto przy samym klasztorze. Zabudowa w otoczeniu była współczesna, prosta i bez wyrazu. Wokół kręcili się pojedynczy jedynie ludzie. Informacja turystyczna była zamknięta.  Z powodu braku tablic informacyjnych, nie byliśmy pewni, gdzie znajduje się główne wejście.

Sam kościół można zobaczyć bezpłatnie, bilety (6 euro, uczniowie 50% zniżki) obowiązują przy zwiedzaniu kaplic królewskich i dawnego klasztoru (dominikańskich mnichów tu od dawna nie ma, pamiętamy, że wszystkie zakony zostały skasowane w 1834 roku). Mury pokryte patyną wieków, ale w dobrym stanie, tylko w kościele jasne, jakby stosunkowo niedawno poddane renowacji. Poza murami nic tu w zasadzie nie ma, a aż by się prosiło o jakąś ekspozycję przybliżającą historię bitwy pod Aljubarrotą i/lub budowy wotywnego klasztoru, miejsca jest tu przecież aż zanadto. A przynajmniej można by zadbać o roślinność na klasztornym dziedzińcu, zamiast grodzić tasiemką przejścia między anemicznymi żywopłotami – to mogłoby by być tak piękne miejsce, bo obramowane jest misternie rzeźbionymi, ażurowymi krużgankami.

Najbardziej niezwykłą częścią klasztornego kompleksu są Niedokończone Kaplice. Jest to struktura zbudowana na planie ośmiokąta, dostawiona do apsydy kościoła w linii głównego ołtarza, wejść tam można jednak jedynie od zewnątrz. Budowa została zarządzona przez syna Jana I i kolejnego króla, Edwarda I. Tu miał być pochowany on i jego rodzina. Choć jeszcze wiele lat po śmierci Edwarda dokładano sukcesywnie kolejne elementy budowli, to ostatecznie nie została ona skończona, Na potężnych kolumnach nie wspiera się kopuła, widać gołe niebo. Samotny królewski nagrobek ustawiony tu w późniejszych latach pozbawiony jest monarszego splendoru.

Czytaj dalej

Copyright © 2014