Belém

W Lizbonie byliśmy dwa razy, najpierw samochodem, potem pociągiem. Przejazd autem jest ciekawszy, bo droga cały czas biegnie wzdłuż linii brzegowej, za to kolej umożliwia bezproblemowy dojazd do ścisłego centrum (stacja końcowa Cais do Sodré). Samochodem dotarliśmy jedynie do dzielnicy Belém, historycznie stanowiącej przedmieścia Lizbony. Określenie „przedmieścia” ma lekko pejoratywne zabarwienie, w przypadku Belém całkowicie nietrafne. Jest tu takie nagromadzenie interesujących budynków i budowli, że ten rejon może być samoistnym celem wycieczki, co poniekąd nieplanowo stało się w naszym przypadku.

Samochód zostawiliśmy na płatnym parkingu (1,30 euro za godzinę), nawet nie marząc o znalezieniu darmowego postoju. Ruszyliśmy spacerem wzdłuż nabrzeża Tagu. Minęliśmy zaprojektowany z rozmachem monument dedykowany pamięci żołnierzy portugalskich poległych w wojnach kolonialnych 1961-1974 (akurat trafiliśmy na zmianę warty) i doszliśmy do Torre de Belém, ikony tej dzielnicy miasta. Tu kłębił się już spory tłumek turystów, co w połączeniu z ruchliwą trasą komunikacyjną przebiegającą nieopodal uderzająco kontrastowało ze spokojną atmosferą Cascais. Obronna wieża została wzniesiona na początku XVI wieku, stanowiąc element systemu ochrony ujścia Tagu. Do wejścia ustawiła się kolejka, a że podobno wewnątrz nie ma nic ciekawego, poszliśmy dalej, bo jeżeli chodzi o widok z góry, to na pewno lepszym miejscem jest taras na szczycie wyższego i bardziej centralnie położonego monumentu upamiętniającego portugalski wkład w odkrycia geograficzne (Padrão dos Descobrimentos). Stąd z wysokości 52 metrów roztacza się niczym nie zmącony widok na Tag, oba jego brzegi, rozpięty nad wodą wiszący most. Z kolei z drugiej strony ma się jak na dłoni majestatyczne zabudowania klasztoru Hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos), a ponad nimi na wzgórzu stadion klubu piłkarskiego Os Belenenses.

Klasztor był naszym kolejnym celem, ale ja szybko pobiegłem jeszcze na przystanek kolejowy Belém, żeby kupić tam karty Viva umożliwiające podróżowanie komunikacją miejską, bo w planie mieliśmy przejazd do centrum. Niestety automaty stały jedynie na zewnątrz, a światło słoneczne było tak ostre, że na ekranach nie mogłem nic odczytać. Z kolei w kasie biletowej powiedziano mi, że sprzedają bilety jedynie na pociągi. Wracałem więc z pustymi rękami. Może to i lepiej, że tak wyszło, pomyślałem, bo czasu nie mieliśmy w nadmiarze z uwagi na konieczność powrotu do Cascais przed wieczorem. Tego dnia wypadała Środa Popielcowa i chcieliśmy pójść na 19.15 do kościoła. Ledwie byśmy do tego centrum dotarli, już trzeba by myśleć o drodze powrotnej. Lepiej tę wycieczkę przełożyć na inny dzień, a teraz spokojnie zwiedzić klasztor, pospacerować chwilę po Belém, a wracając, zatrzymać się na plaży w Carcavelos.

Klasztor Hieronimitów został wzniesiony w ciągu XV wieku z inicjatywy króla Manuela I i stanowi znamienity przykład późnogotyckiej sztuki architektonicznej właściwej dla Portugalii doby odkryć geograficznych. Ten wyjątkowy styl zwany manuelińskim charakteryzuje się bogatą ornamentyką wykorzystującą elementy marynistyczne. Mnisi od dawna tu nie mieszkają (w Portugalii zakony zostały rozwiązane, a ich mienie przejęte w 1834 roku), klasztor służy jako miejsce ekspozycji i uroczystości świeckich. Tu został podpisany traktat reformujący Unię Europejską zwany Traktatem Lizbońskim. Funkcję religijną zachował przyległy kościół. Wewnątrz uwagę przykuwają dwa monumentalne sarkofagi, w jednym znajdują się szczątki narodowego poety Luisa Camõesa, w drugim podróżnika Vasco da Gamy.

Idąc z powrotem do auta, co krok napotykaliśmy szyld kolejnego muzeum. W samym Belém można by spędzić cały dzień. Niestety nie mieliśmy na to czasu.

Czytaj dalej

Copyright © 2014