Ginja w Óbidos

Dzień zbliżał się ku końcowi, a my czuliśmy się znużeni podróżą. Zastanawiałem się nawet, czy nie zrezygnować z ostatniego punktu programu, jakim była wizyta w Óbidos. Może bym tak zrobił, ale miasteczko leżało tuż obok autostrady, którą wracaliśmy do domu, więc szkoda było nie zjechać choćby na chwilę. Potem się cieszyłem, że nie uległem pokusie wcześniejszego odpoczynku, bo Óbidos to miejsce niezwykłej urody. Położone jest na wzgórzu, otoczone średniowiecznymi murami, wewnątrz których jakby się czas zatrzymał.

Przeszliśmy się główną ulicą, a właściwie uliczką, nie ze względu na jej długość, lecz niewielką szerokość. Ciągną się wzdłuż niej kawiarnie, bistra, sklepy z artykułami rzemiosła, wszystko na poziomie, żadnego kupczenia chińszczyzną. Kamili zachciało się pić i obiecałem jej colę, ale nigdzie nie było żadnej trafiki z napojami. Zamiast tego co kawałek oferowano likier wiśniowy zwany ginja, miejscową specjalność. Nalewano go do kubeczków wielkości naparstka. Jedno euro jeden. Kupiłem na spróbowanie. Ot, zwykła wiśnióweczka.

Czytaj dalej

Copyright © 2014