W tajemniczym ogrodzie

Przez stulecia Sintra pełniła funkcję letniej rezydencji królewskiego dworu. Tu w zaciszu zielonych wzgórz można było uniknąć rozpalonego słońca. Na nowo to miejsce zostało odkryte w XIX wieku wraz z nastaniem epoki romantyzmu. Wśród arystokracji modne stało się wówczas budowanie tu fantazyjnych rezydencji otoczonych przemyślnie zaprojektowanymi ogrodami. Sam król dał dobry przykład, inicjując konstrukcję nowego pałacu ma szczycie jednej z gór. Dziś Palácio da Pena ze swoją eklektyczną architekturą i barwnymi elewacjami stanowi wizytówkę Sintry.

Z Cascais dojazd był łatwy. To tylko dwadzieścia kilometrów. Znacznie trudniejsze było znalezienie miejsca do zaparkowania, do drogi są wąskie, strome i pozbawione poboczy. Parkingów (niechby i płatnych) w zasadzie nie ma.  Trudno mi sobie wyobrazić, jak to wygląda w sezonie turystycznym, skoro teraz w lutym wyglądało źle.

 

Popularny program wycieczki do Sintry to: Palácio Nacional de Sintra (w centrum miasteczka, z charakterystycznymi dwoma stożkowymi kominami), Palácio da Pena i położone na sąsiednim szczycie ruiny średniowiecznej warowni Castelo dos Mouros (Zamek Maurów). My zdecydowaliśmy się na inny wariant, skuszeni opowieściami o tajemniczym ogrodzie Quinta da Regaleira. Ta posiadłość należała do wicehrabiów Regaleira, kiedy kupił ją biznesmen, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, Carvalho Monteiro i to na jego zamówienie w pierwszych latach XX wieku powstał niezwykły kompleks budowli: pałac, kaplica, zamki, groty, podziemne labirynty, studnie, fontanny, stawy, a wszystko to w otoczeniu bogatej roślinności.  Przy wejściu otrzymuje się mapkę terenu i samodzielnie wytycza się trasę wędrówki. Ponieważ ścieżki wiją się wśród gęsto posadzonych drzew i krzewów, a o tej porze roku nie ma tłumów zwiedzających, łatwo się było zagubić, poczuć jak przeniesiony do jakiejś bajki. Nastrój tajemniczości potęgowały okalające Sintrę chmury.

Wędrówka po Quinta da Regaleira zmęczyła nas, bo ogród położony jest na stoku wzgórza, chodzi się raz w górę, raz w dół, pokonując wiele stopni. Nie mieliśmy ochoty zwiedzać kolejnej posiadłości, skoro ta była podobno najciekawsza. Zeszliśmy jeszcze na chwilę do miasteczka, a potem wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy na spotkanie słońca.

Czytaj dalej

Copyright © 2014