Codzienność

Udany urlop to okres, w którym wygasnąć muszą wszelkie zobowiązania, ustać musi gonitwa z jakimikolwiek terminami, trzeba poddać się rytmowi codziennego dnia. W moim przypadku wygląda to tak: jak zwykle budzę się rano, idę na basen przepłynąć 40 jego długości, o dziewiątej wydają leżaki (to jedyny moment, gdy jest trochę nerwowo – wiadomo, ludzi jest zawsze więcej niż leżaków), potem śniadanie, po śniadaniu basen (ale nie po to, żeby popływać, tylko żeby poleżeć na leżaku), czytam Pronto, czasopismo „z życia gwiazd” (gwiazd hiszpańskich, więc początkowo trudno się w tym połapać, ale po tygodniu wiem już kto jest kto), drzemka między relacją ze ślubu pary gejów a wywiadem z zaufaną przyjaciółką księżny Alba (lat 85) o spodziewanym małżeństwie tejże, wczesnym popołudniem zjadam kanapkę na lunch i następuje obowiązkowa sjesta, potem z nowymi siłami można iść na plażę, trochę sportu (podskoki na falach), a następnie wykładam się na piasku (uwaga! monotonny szum morza, drzemka nieodwołalna), powrót, kolejka do łazienki, bo wszystkie moje dziewczyny muszą przygotować się do kolacji, kolacja (po niej krótkie wyrzuty sumienia: przecież obiecywałeś sobie, że dziś nie zjesz tyle, co wczoraj), nieśpieszny spacer w promieniach zachodzącego słońca, o dziesiątej głowa zaczyna mi ciążyć, to najlepsza pora, żeby iść spać.

Czytaj dalej

Copyright © 2014