Hochfügen-Hochzillertal

12/04/2015

Obszar Hochfügen-Hochzillertal jest pierwszym, który napotyka się po wjeździe do doliny Ziller. Składa się z dwóch rejonów; pewnie kiedyś funkcjonowały odrębnie i może nawet konkurowały ze sobą, aż w pewnym momencie zostały połączone wyciągami umożliwiającymi pokonanie rozgraniczającego je żlebu. Bazę Hochfügen stanowi niewielka miejscowość położona na wysokości 1400 m.n.p.m. w bocznej odnodze doliny, do której prowadzi droga z Fügen. W rejon Hochzillertal narciarzy wynosi kolej gondolowa z Kaltenbach. My zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję – z Neu-Burstall do Kaltenbach trasa była krótsza (21 km).

Poranek zachęcający. Niebo częściowo zakryte pierzastymi obłokami, ale raz po raz ziemię rozświetlają promienie słońca. Niżowy front odszedł gdzieś daleko. W dobrym nastroju parkuję auto przy dolnej stacji kolei. Niestety odkrywam, że w ferworze pakowania  sprzętu przeoczyłem swój kask i gogle. Zamiast w kasku mogę jeździć w wełnianej czapce, jak robiło się to dawniej (dziś, gdy niemal wszyscy używają kasków, aż trudno uwierzyć, że jeszcze parę lat temu było inaczej). Czapkę akurat wczoraj zostawiłem na siedzeniu w samochodzie. Gorzej z goglami. Agnieszka radzi, żebym wrócił do domu, ja jednak mam nadzieję, że zwykłe okulary zapewnią mi wystarczającą ochronę oczu. Już na górze żałuję tej decyzji. Kiedy tylko słońce wychyla się zza chmur, jego blask zwielokrotniony przez ośnieżone szczyty jest oślepiający, a przy zjeździe pęd wiatru wyciska łzy. Szkła okularów nic nie dają. Postanawiam zjechać gondolą na sam dół i kupić w działającym tam sklepie sportowym nowe gogle. Te, które zostały w domu, są już mocno wysłużone, a na dodatek niedostosowane do okularów. Nie przykrywają mi szczelnie twarzy, opierając się o ich oprawę. Myślałem już o wymianie. Awaryjna sytuacja jest impulsem, żeby to faktycznie zrobić. Przymierzam parę modeli, wybieram produkt marki Uvex w przyzwoitej cenie i z posezonowym rabatem. Uspokojony wracam na górę, zły jedynie na siebie, że na całej tej operacji straciłem czterdzieści minut w okresie, gdy śnieg jest najlepszy.

W międzyczasie Agnieszka zaliczyła już parę zjazdów, przemieszczamy się więc z wolna w kierunku Hochfügen. Przekraczamy żleb dzielący oba rejony i stajemy ponad rozległym kotłem, ze środka którego wyciągi rozchodzą się w trzech kierunkach. My jeździmy na czerwonej trójce. Długa, urozmaicona trasa zachęca do powtórek. Na górze firn, na dole śnieżna breja. Styl jazdy trzeba zmieniać w trakcie pokonywania stoku.

Tu nad Hochfügen niebo jest jakieś lepsze, praktycznie pozbawione chmur. Co jakiś czas trzeba wyciągnąć tubkę z kremem. Inaczej twarz mielibyśmy przypaloną, a wargi spękane.

Wszędzie jest pusto, na wyciągach i trasach, ale na opóźniony dziś lunch trafiamy do górskiej restauracji, gdzie przy stołach tłoczą się ludzie. Z trudem znajdujemy miejsce na słonecznym tarasie. Za chwilę zaczyna grać zespół muzyczny. Goście kołyszą się w takt austriackich przebojów. W pewnym momencie rozbłyskuje ogień podłożony pod stosem drewna, na którym ustawiona jest postać trzymająca w jednej ręce totem, a w drugiej wielką śnieżynkę. Po paru minutach zostają z niej tylko zgliszcza. Miejscowi żegnają zimę, a my wraz z nimi.

skiline_12g5h460eav

speed_photo (2)

 

Copyright © 2014