Mayrhofen (Ahorn po raz drugi)

11/04/2015

Dziś nie będzie zwiedzania, poznawania nowych obszarów. Wracamy do Mayrhofen, żeby intensywniej pojeździć na czerwonej trasie rejonu Ahorn. Ten stok spodobał nam się od razu. Jest wymagający, ale tylko na tyle, żeby dostarczać samych pozytywnych wrażeń. Można tu długo ćwiczyć krystianie, nie będąc znudzonym monotonią zbocza. Jest tylko jeden problem – po południu śnieg będzie tu miękki. Zarządzam więc, poranną pobudkę. Wcześniej zaczniemy, wcześniej skończymy.

Na parkingu pod dolną stacją jesteśmy już dwadzieścia po ósmej. Samochodów ledwie kilka. Na górze też pustawo. Pierwszy zjazd. Mięśnie jeszcze dobrze nierozgrzane, a tu śnieg jak beton (widać w nocy ciągle są przymrozki). Może jednak nie trzeba było zrywać się skoro świt? Jest, jak jest. Trzeba jechać mocniej na krawędziach, wkładając w skręt więcej energii. Chcieliśmy bardziej sportowej jazdy, to teraz mamy.

Koło dziesiątej śnieg robi się optymalny, z wierzchu delikatnie miękki, pod spodem zmrożony. Narty wchodzą łatwo w zakręt. Zjazd jeden, drugi, dziesiąty. O wpół do dwunastej czujemy potrzebę odpoczynku. W krótkie przedpołudnie przekroczyliśmy znacząco dzienną normę zjazdów na szczawnickiej Palenicy.

W knajpie totalne pustki. Sporo narciarzy musiało zakończyć turnus wczoraj, nowi już nie przyjechali, miejscowi mają najwyraźniej dość zimy i nawet wolny dzień nie zachęcił ich do przypięcia desek. Część powierzchni restauracji w ogóle wyłączona jest z normalnego funkcjonowania. Panie szorują podłogę. To jest już naprawdę koniec sezonu w Zillertalu.

Po południu jeszcze parę zjazdów. Śnieg jest niestety gorszy i z każdą minutą coraz mniej nośny. Chmur przybywa, aż w końcu niebo zasnute jest całkowicie. Źle to wróży. Zmęczona Agnieszka wsiada do wagonika. Ja nie odpuszczam i sunę na nartach na sam dół, przedzierając się przez zwały mokrego śniegu. Przyjemność to nie była, ale kolejny zjazd zaliczony. Wedle statystyk skiline dziś dzień był rekordowy – 10.362 metrów przewyższenia i 72 km pokonanych tras.

Z chmur zaczynają sączyć się krople wody. Mży, kiedy spacerujemy po głównej ulicy Mayrhofen w poszukiwaniu prezentów dla naszych dziewczynek. Pada, gdy odpoczywamy w domu i kiedy jedziemy do kościoła. Siąpi także, gdy wychodzimy z wieczornej mszy św. Mimo wszystko wierzę, że to nie koniec dobrej pogody.

skiline_vl74rubuav

  Czytaj dalej

Copyright © 2014