Mayrhofen (Ahorn)

08/04/2015

Dziś szusować będziemy po przeciwległej stronie doliny, musimy więc podjechać autem do centrum Mayrhofen pod dolną stację Ahornbahn. Kiedyś już z tej kolei linowej korzystaliśmy. Było to niemal dwadzieścia lat temu w lipcu 2005 roku. Przyjechaliśmy wtedy z Agnieszką do Tyrolu w ramach podróży poślubnej. Zatrzymaliśmy się na kilka dni w Jenbach, miejscowości położonej u wylotu doliny Ziller. Jedna z wycieczek zaprowadziła nas do Mayrhofen. Urządziliśmy sobie wtedy krótką wędrówkę po alpejskich halach. Pamiętam wrażenia z jazdy kolejką linową – po raz pierwszy jechałem wagonikiem tak ostro wspinającym się do góry. Dziś Ahornbanh funkcjonuje na tej samej trasie, ale instalacja jest nowa – wagonik (wagon) może zabrać jednorazowo 160 osób. Dolna stacja znajduje się na wysokości 680 m.n.p.m., górna na 1980 m.n.p.m., jest to więc 1300 metrów przewyższenia. Długość wynosi 2750 metrów, a na całej trasie znajduje się jedna tylko podpora. Wyjeżdżając na górę, docieramy na rozległe plateau, nad którym dominuje Ahornspitze (2973 m.n.p.m.).

Pierwsze co nas uderza to niewielka ilość ludzi. Jest godzina 9:45, a na zjazdowej trasie napotkać można jeszcze odciśnięty w śniegu „sztruksik”, ślad nocnej pracy ratraków. Przy standardowej frekwencji stok już dawno byłby rozjeżdżony przez narciarzy. Zagadka małej popularności rejonu Ahorn wyjaśnia się szybko. Na samej górze jest tak naprawdę tylko jedna szeroka i płaska trasa (niebieska). Przechodzi ona w bardziej stromą i urozmaiconą (czerwoną), wiodącą do kolejki krzesełkowej Ebenwald, którą można wrócić na górę. Ewentualnie można zjechać na sam dół do Mayrhofen trasą, która raz łagodnie trawersuje zbocze, a to znowu ostro opada (i dlatego jest oznaczona kolorem czarnym). Taka jazda ze szczytu zabiera piętnaście minut i jest wyczerpująca, szczególnie że w dolnej partii śnieg robi się szybko rozmiękły, ciężki. Pod dolną stację Ahornbahn dociera się przez zieloną łąkę po śnieżnej strudze. Niewielka liczba tras sprawia, że ludzie wybierają szusowanie w rejonie Penken, gdzie mogą swobodnie przemieszczać się z wyciągu na wyciąg.

Na czerwonej trasie przyjemnie się jeździ, ale po lunchu postanawiamy przenieść się na Penken. To wcale nie jest jednak szybka przeprawa. Trzeba zjechać do Mayrhofen, przejść 200 metrów do stacji Penkenbahn (niby nie daleko, ale w butach narciarskich i przy rosnącej dodatniej temperaturze ciężko), a potem wjechać gondolką zawieszoną wysoko ponad miastem na przeciwległą górę (długość wyciągu: 3 km). Kiedy już jesteśmy u celu, trochę żałujemy tego trudu. Zbocza są tu bardziej wyeksponowane do słońca, ludzi jest sporo, więc trasy są porozjeżdżane, nie ma mowy o lekkim i przyjemnym szusowaniu.

skiline_1j8opecm6av (Copy)

   Czytaj dalej

Copyright © 2014