Mayrhofen (Penken)

07/04/2015

Rano jasne promienie przenikają przez zdające się ustępować skłębione obłoki, ale w miarę wznoszenia się wagonika Horbergbahn (3850 metrów długości i 1025 metrów przewyższenia) pogoda robi się coraz gorsza. Kiedy wysiadamy na górnej stacji, cały świat spowijają szare chmury, a na domiar złego prószy śnieg, nieprzyjemnie drażniący skórę policzków. Wyjeżdżamy wyżej na Penken (2095 m.n.p.m.). Pierwsze zjazdy niezgrabne. Nie dość, że jedna noga nie chce współdziałać z drugą, to jeszcze brak słońca nie pozwala dostrzec konfiguracji terenu. I oczywiście, jak to w pierwszy dzień bywa, brak tchu. Organizm nieprzyzwyczajony do pracy na takiej wysokości męczy się po zrobieniu paru zakrętów.

Zamiast ambitnej sportowej jazdy trzeba wykorzystać dzisiejszy dzień na zapoznanie się z obszarem narciarskim Mayrhofen-Penken. Wielki, stupięćdziesięcioosobowy wagonik (raczej wagon) kolejki linowej wynosi nas na grań Horbergjoch, a stąd mamy dostęp do tras w leżącej po drugiej stronie dolinie. Niedługo pora lunchu. W czasie kiedy siedzimy na tarasie górskiej restauracji, pogoda wyraźnie się poprawia. Chmury stają się coraz mniejsze, rzadsze, na niebie zaczyna dominować słoneczna tarcza. Zjeżdżamy na sam dół, aby wyciągiem wspiąć się pod szczyt przeciwległej góry (Grüblspitze). To teren odrębnej stacji Eggalm, ale nasz karnet obowiązuje na całą dolinę Ziller, więc spokojnie możemy pojeździć i tu. Słońce dodaje nam energii, szusowanie na tych ciekawie poprowadzonych trasach zaczyna sprawiać przyjemność. Trzeba jednak wracać, bo ostatni kurs gondolki umożliwiającej powrót na obszar Penken to 15:30.

Jeszcze w południe myślałem, że skończymy dzisiejsze zmagania wcześniej, ale jest już parę minut po szesnastej, kiedy wsiadamy do wagonika Horbergbahn i zjeżdżamy nim na dno doliny (w dole nie ma wystarczającej ilości śniegu, aby dojechać na nartach do parkingu przy końcowej stacji).

skiline_1gdqd651mav (Copy)

 Czytaj dalej

Copyright © 2014