Najdłuższy dzień

Ulaszkowce – Nyrków, 14/08/2010

Śniadanie zostało zapowiedziane na szóstą rano, wstaję więc, kiedy niebo jest jeszcze szare. I dla gospodarzy, i dla gości jest to jednak zbyt wczesna pora. Ambitnego planu wymarszu o świcie nie udaje się zrealizować. Na koniach jesteśmy dopiero o 7.40. To i tak nieźle. Przynajmniej część trasy przejedziemy, kiedy słońce nie będzie jeszcze ostro prażyć.

Miałem spore obawy, czy będę w stanie usiąść dzisiaj w siodle. O dziwo, nie ma dramatu.

Przekraczamy Seret, a chwilę później szosę Tarnopol-Zaleszczyki. Przed nami już teraz tylko pola i gruntowe drogi. Obieramy kierunek południowo-zachodni, aby zgodnie z planem za jakieś sześć godzin dotrzeć do wodospadów na Dżurynie w Czerwonogrodzie.

Robię pierwsze zdjęcia z grzbietu konia. Nie jest łatwo uchwycić właściwy kadr i uniknąć poruszonych postaci. Hruby niechętnie przystaje nawet na sekundę. Woli iść równo z zastępem.

W pewnym momencie Wołodia daje znak do pierwszego galopu. Niektóre konie idą raźnie do przodu. Poganiam Hrubego, ale nie ma on raczej serca do wyścigów. Zostajemy z tyłu stawki.

W południe temperatura jest równie wysoka jak wczoraj, ale dziś choć trochę chłodzi nas przyjemny wiatr.

Około drugiej po południu dojeżdżamy do wsi Nyrków. Stąd już niedaleko do naszych wodospadów. Nagle na drodze pojawiają się oba samochody kwatermistrzowskie. Okazuje się, że miejsce naszego biwaku zajęte jest przez weekendowych turystów, trzeba więc jechać w inną stronę. I tak zamiast końca wędrówki rozpoczynamy kolejny jej etap.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014