Kryzys

Torskie – Błyszczanka, 15/08/2010

Około południa ponownie przecinamy szosę Tarnopol-Zaleszczyki i jedziemy wzdłuż szutrowej drogi na Uhryńkowce. Trasa jest wyjątkowo monotonna. Gorąc nie do wytrzymania. Oczy bolą mnie od ostrego światła. Wypite piwo też robi swoje. Kołyszę się w siodle i walczę z sennością. Powieki opadają mimowolnie i na ułamki sekund tracę kontakt z rzeczywistością.

W Uhryńkowcach mijamy ruiny kościoła. Ślad, że kiedyś mieszkała tu polska społeczność.

Poimy konie w rzeczce o wdzięcznej nazwie Dupa.

Za wsią Błyszczanka leśną ścieżką jedziemy ostro w dół do doliny Seretu. Nie docieramy jednak do samej rzeki. Nasze obozowisko rozłożone jest na niewielkiej polanie. Jedyny cień dają tu samochody kwatermistrzowskie. Chowamy się więc za nie.

Dorota skarży się na ból głowy. Daję jej nurofen, ale po chwili jest jeszcze gorzej. Dostaje dreszczy, cała się telepie. Do tego dochodzą torsje. Ewidentne objawy porażenia słonecznego. Wszyscy przejęci podsuwają pomysły na kurację. Dorota dostaje do picia duże ilości wody mineralnej. Małgosia robi jej zimne okłady z użyciem schłodzonych butelek (jak to dobrze, że w wozie kwatermistrzowskim działa lodówka). Po takim wystudzeniu organizmu Dorota zostaje zapakowana do śpiwora i ma odpoczywać. Na szczęście po godzinie wszystkie objawy ustępują i nasz ozdrowieniec przyłącza się do kolacji.

Miejsce, w którym się znajdujemy położone jest niemal na wysokości Monastyrka, tyle że teraz jesteśmy po drugiej stronie Seretu. W ciągu trzech dni zatoczyliśmy szerokie koło.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014