Lwów z okna samochodu

Lwów, 12/08/2010

Lwów można ominąć obwodnicą tylko od strony południowej. Żeby pojechać na północ, trzeba przejechać przez ścisłe centrum miasta.

Droga dojazdowa biegnie na wprost. Mijamy jakieś szare, zaniedbane blokowiska. Po prawej stronie za parkanem ciągną się tory kolejowe. Kończy się asfalt i wjeżdżamy na kostkę brukową, niemiłosiernie nierówno ułożoną i poprzecinaną krzywymi szynami tramwaju. Jadę 20-30 kilometrów na godzinę. Pasów nie ma żadnych, lokalne auta wyprzedzają nas i z lewej, i z prawej strony. Nie mogę pozwolić sobie na oglądanie miasta, całą uwagę muszę skupić na prowadzeniu samochodu.

Jest rano, ludzie za pewne spieszą do pracy. Samochodów osobowych jest niezbyt wiele, za to roi się od żółtych, pordzewiałych ni to autobusów, ni to mikrobusów.

Jeszcze jakiś objazd, który udaje nam się pokonać z planem miasta w ręce, znowu strefa chaotycznych blokowisk i wyjeżdżamy na drogę prowadzącą przez Równe do Kijowa. Szeroka, momentami nawet dwupasmowa jezdnia. Równy, dobrej jakości asfalt. Ruch trzy, cztery razy mniejszy niż w Polsce. Czuję się, jakbym jechał autostradą.

Czytaj dalej

Copyright © 2014