Podole, Podole

Tłuste, 12/08/2010

Żegnamy się z drogą Tarnopol-Zaleszczyki – szosą zaleszczycką, która w propagandzie komunistycznej stała się niemal symbolem upadku II Rzeczpospolitej. W rzeczywistości prezydent wraz z rządem i naczelnym wodzem przekroczyli granicę z Rumunią w Kutach, a Zaleszczyki nie odegrały większej roli w ewakuacji urzędów i wojska, bo szybko zostały zajęte przez wojska sowieckie.

Przejeżdżamy przez most na Serecie. Nasze serca zaczynają mocniej bić. Jesteśmy już u kresu naszej podróży, a na początku wielkiej przygody.

 

Przez Podole jedziemy właściwie od Zbaraża, ale dopiero teraz, kiedy wyjechaliśmy ponad jar Seretu i suniemy spokojnie pustą lokalną drogą wśród ciągnących się pól uprawnych, dostrzegam prawdziwe piękno tego krajobrazu. To jest pejzaż namalowany oszczędną paletą barw, bo jednolite uprawy ciągną się tutaj przez setki metrów, nakreślony łagodną linią niewysokich, a rozłożystych, wzgórz i pagórków, z perspektywą otwierającą się, zdawać by się mogło, na nieskończoność. Taki jest paradoks tego miejsca: krajobraz jest urozmaicony, jak to na wyżynie, ale wzroku nic nie przysłania, jakbyśmy byli na płaskiej nizinie. A przy tym widoku nie zakłócają kominy fabryczne, albo jakieś szpetne budowle. Tylko gdzieniegdzie widać osady ludzkie, skryte wśród sadów, ciągnące się wzdłuż jarów, w których rzeki i potoki wykreśliły swój bieg.

Czytaj dalej

Copyright © 2014