Pożegnania nadchodzi czas

Krzywcze – Monastyrek, 19/08/2010

Wspinamy się na wyżynę. Stąd roztacza się spektakularny widok na jar Cyganki. Z obu stron stromo opadające, porośnięte roślinnością zbocza. Dno doliny szerokości 80 metrów płaskie jak stół. Środkiem ciągnie się wstęga drzew. Pomiędzy nimi płynie wąska rzeczka. Można sobie wyobrazić, jak potężna musiała ona być w czasach prehistorycznych, aby wyżłobić taki jar.

W tym miejscu jary Cyganki i Niczławy niemal stykają się ze sobą. Polna droga wiedzie wąskim kilkunastometrowym przesmykiem. Przekraczamy mostek na Niczławie. Mijamy Chudyjowce. Wioska jest jak wyludniona. Dziś święto Przemienienia Pańskiego. Nikt nie pracuje – tłumaczy Wołodia.

Jeszcze ostatni szaleńczy galop. I wkrótce zaczynamy dostrzegać wyrastające przed nami wygięte w szeroki łuk zalesione wzgórze. Kiedy podjeżdżamy bliżej mamy już pewność, że zakreśla ono bieg Seretu. A więc, jesteśmy w domu, w Monastyrku.

Ledwie dotarliśmy do stajni, ledwie rozsiodłaliśmy konie, a z nieba lunął rzęsisty deszcz. Czy to był wyraz powszechnego żalu z powodu zakończenia naszej wspólnej wyprawy? Jeśli tak, to żal musiał być wielki, skoro wieczorem rozpadało się na dobre i nie dało się nawet rozpalić pożegnalnego ogniska.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014