W jaskini

Krzywcze, 19/08/2010

Rano przed śniadaniem idę na krótki spacer. Zbocza jaru porośnięte sosną i świerkiem oraz wystające tu i ówdzie wapienne skałki przywodzą na myśl dolinę Prądnika w Ojcowie. W oddali powyżej dna jaru widać basztę pozostałą po tutejszym zamku.

Krzywcze znane jest przede wszystkim z jaskini Kryształowej, która już w okresie przedwojennym udostępniona była do zwiedzania. Łączna długość jej korytarzy wynosi 22 kilometry. Turyści mogą przejść pod opieką przewodnika odcinek trzykilometrowy. Jeśli już tu dotarliśmy, trzeba zobaczyć ten wytwór natury.

Jesteśmy pierwszymi zwiedzającymi w dniu dzisiejszym. Korpulentna pani otwiera nam pordzewiałe drzwi, udziela podstawowych informacji o jaskini i wpuszcza do środka. Najpierw trzeba przejść 400 metrów sztucznie poszerzonym korytarzem. Nie wiem, czy jego wysokość też została zwiększona. Chyba nie, bo muszę iść cały czas pochylony, a i tak trzeba zachować ostrożność, żeby nie rozbić sobie głowy o wystającą skałę.

Na końcu korytarza znajduje się pieczara. Cała jest pogrążona w ciemności. Po omacku szukamy przejścia do dalszej części jaskini. W jednym miejscu widać jakieś jasne, lekko pobłyskujące smugi. Patrzcie, to pewnie te krystaliczne nacieki – mówię. W tym momencie rozbłyskuje światło, włączone przez przewodnika, który szedł na końcu grupy. Wybuchamy śmiechem, bo te nacieki okazują się być srebrzystymi dekoracjami ustawionej tu bożonarodzeniowej choinki. To dopiero dziw natury!

Przechodzimy z komory do komory. Na ścianach zobaczyć można podświetlone krystaliczne formy gipsu. Trudno raczej mówić o jakichś nieprawdopodobnych wrażeniach. Wracamy tym samym korytarzem i schodzimy zboczem do naszego obozowiska.

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014