Między przewodnikiem a rzeczywistością

Komárno, 13/08/2011

Pod względem turystycznym dzisiejszy dzień okazał się niewypałem, choć może niecałkowicie. To była po prostu dobra lekcja, jak wyobrażenie miejsca tworzone o barwny opis przewodnika rozmija się ze stanem rzeczywistym. Komárom vel Komárno, co tu dużo mówić, jest pozbawione jakiegokolwiek uroku. O ile część węgierska ze swoją niską zabudową i małymi domkami ma klimat prowincjonalnego miasteczka, to miasto po stronie słowackiej nie wydobyło się jeszcze z ery komunizmu; jest szarym blokowiskiem odciętym od Dunaju przez ciąg rzecznych stoczni. Betonowe wieżowce i stalowe dźwigi stoczniowe dominują w krajobrazie miasta. Owszem jest też starówka, ale mikroskopijnych rozmiarów; dwie ulice na krzyż (może trzy).

Ktoś wpadł na pomysł zwiększenia atrakcyjności historycznego centrum poprzez zabudowanie jednego kwartału kompleksem kamieniczek nawiązujących stylistycznie do regionalnych architektur poszczególnych krajów Europy. Mamy więc tu i mur pruski, i dom wiktoriański, i wieżę jakiegoś hradu, i toskański pałac. A na dodatek fontannę otoczoną przez figurki postaci głównie z węgiersko-słowackiej historii. Nagromadzenie na tak małej przestrzeni tak wielu symboli sprawia, że to przedsięwzięcie zwane Nádvorie Európy – Dziedziniec Europy jest całkowicie chybione pod względem artystycznym. To Disneyland do kwadratu. I właśnie dlatego, tego jestem pewien, będzie budzić zachwyt większości przyjezdnych.

Ale my nie chcieliśmy do Dineylandu. Pojechaliśmy na Linię Palatyńską, zobaczyć to, co z niej zostało. Chwilę musieliśmy kluczyć wśród wąskich uliczek, bo miasto najwyraźniej nie chce chwalić się wyglądem tych umocnień. Faktycznie pochłonęła je już właściwie natura, zakrywając wały gęstą czapą drzew i krzaków. Solidnie zbudowane bastiony istnieją, ale pełnią teraz rolę warsztatów i magazynów. Jedynie bastion VI (Linia Wagu) jest wyremontowany; mieści się w nim ekspozycja reliktów z czasów rzymskich i restauracja. Niestety nawet tu brak jest drogowskazów czy tablicy z informacją o historii tego miejsca.

Pomyśleliśmy sobie – nic to, w końcu największą atrakcję stanowią Stara i Nowa Forteca. Niestety czekała nas niemiła niespodzianka. Brama była zamknięta. I to w sobotę, kiedy wszystkie muzea na całym świecie są otwarte. Nie wszystkie. To w Komárnie nie. Wywieszka informowała, że zwiedzanie odbywa się jedynie o godzinie 9, 11 i 14 od wtorku do piątku. Nie pozostało nam więc nic innego jak przerzucić ten punkt programu na ostatni dzień i zostawić na razie historię twierdzy Komárom niedopowiedzianą.

Czytaj dalej

Copyright © 2014