Na kempingu

Komárom, 12/08/2011

Komárom posiada dwa kąpieliska termalne; jedno po stronie węgierskiej, drugie po słowackiej. My zdecydowaliśmy zatrzymać się przy tym pierwszym, bo: a) kemping miał bezpośrednie połączenie z termami, b) chcieliśmy doświadczyć mieszkania na Węgrzech, c) na południowym brzegu Dunaju jest znacznie więcej miejsc wartych odwiedzenia.

Pierwsza sytuacja na ziemi Madziarów od razu unaoczniła nam trudność komunikacji z tubylcami, problem, z którym przez cały czas mieliśmy potem do czynienia, choć akurat ta pierwsza sytuacja znalazła niespodziewane rozwiązanie. A było to tak: podjeżdżamy pod recepcję Thermal Hotel & Camping. Pani recepcjonistka w średnim wieku kwateruje akurat parę starszych Węgrów. Widząc nas, przerywa. Pytam: Do you speak English? To bardziej dla zagajenia rozmowy, bo przecież jest oczywiste, że każdy recepcjonista hotelowy posiada przynajmniej podstawową znajomość angielskiego. Nein – słyszymy w odpowiedzi, a potem pada jeszcze kilka niezrozumiałych dla nas zdań po niemiecku i nasza rozmówczyni wraca do obsługi Węgrów. Trwa to dobrych dziesięć minut, a my przez ten czas możemy przysłuchiwać się konwersacji, w trakcie której żaden z rozmówców nie wypowiada ani jednego słowa, znaczenia którego można by się choć trochę domyślać. Wreszcie pani recepcjonistka jest wolna i znowu zwraca się do nas w języku naszych zachodnich sąsiadów. Pomyślałem sobie wtedy tak – jest koło pięćdziesiątki, w szkole na pewno uczyła się obowiązkowego rosyjskiego, może coś z tego pamięta. Gawaritie wy pa ruski? – pytam prosto z mostu. Ona zmieszana nieśmiało proponuje: A po polsku? Tym razem to ja osłupiałem: Po polsku, jasne, że możemy po polsku. I oczywiście zaraz pytam, skąd u niej znajomość naszego języka. Pani okazuje się być Polką od trzydziestu lat mieszkającą na Węgrzech. Niestety więcej takich osób nie spotkaliśmy, natomiast kręcących głową na propozycję rozmowy po angielsku całe mnóstwo.

Z tym kempingiem trafiliśmy bardzo dobrze. Był zielony, rozległy, spokojny, czysty i zadbany. Chyba najlepszy z tych, na jakich do tej pory się zatrzymywaliśmy. A dodatkowym bonusem była mała ilość turystów; nie wiem, czy kemping nawet w ćwierci był wypełniony. Swój namiot rozbiliśmy tak, że od najbliższego byliśmy oddaleni o jakieś dziesięć metrów.

Niedaleko od nas była furtka otwarta w godzinach działania kąpieliska, czyli od 6 rano do 8 wieczorem. Przechodziło się nią na teren basenów. Cały ten kompleks ma około czterech hektarów, część basenów znajduje się na otwartym powietrzu, a część jest zakryta i przez to czynna cały rok. Można pływać w basenach długości pięćdziesięciu metrów lub pławić się w tych, gdzie temperatura wody dochodzi do 38 stopni. Nie ma tu żadnych atrakcji typu zakręcone zjeżdżalnie i sztuczna fala, nie jest to też spa rodem z Baden-Baden, ale można się tu czuć swojsko i przyjemnie. Przychodziliśmy na godzinę, półtorej, raz lub dwa razy dziennie.

Czytaj dalej

Copyright © 2014