Nec Arte, Nec Marte

Komárno, 16/08/2011

W nocy padało, ale rano wyszło słońce i po dziewiątej namiot był już suchy. Mogliśmy zacząć zwijać nasze obozowisko. Został nam już tylko ostatni punkt programu: przejechać na drugi brzeg Dunaju i przed opuszczeniem Komárna zwiedzić Starą i Nową Fortecę.

Pod bramą Leopolda I, stanowiącą wejście do Nowej Fortecy, byliśmy już pierwszego dnia. Wtedy nie udało nam się jej sforsować. Dziś zdążyliśmy dołączyć do niewielkiej grupki słowackich turystów. Pani przewodnik przekręciła wielki klucz i znaleźliśmy się po drugiej stronie murów.

O ile fort Monostor stanowi jednolite założenie inżynierskie, to Forteca była przebudowywana i rozbudowywana przez kilka stuleci. To rzuca się w oczy od razu po wkroczeniu na jej teren. Zaraz za obwałowaniem stoi budynek koszar, z trzech stron okalający dziedziniec. Powstał w 1810 roku, kiedy Forteca przestała pełnić rolę samodzielnej jednostki obronnej, a zmieniła się w coś, co można by nazwać obozem warownym, ze zgromadzoną wewnątrz dużą ilością wojska. Potem dołożono jeszcze siedzibę dowództwa i to jest jedyny budynek na całym terenie znajdujący się w dobrym stanie technicznym. Został wyremontowany przez armię słowacką zanim ta przekazała Fortecę we władanie miastu Komárno, co nastąpiło kilka lat temu. Wszystkie pozostałe obiekty są totalnie zdewastowane, zrujnowane. To dzieło sowietów, którzy mieli tu swoją bazę do 1990 roku.

Z Nowej Fortecy przeszliśmy do Starej Fortecy. Kiedyś ten teren rozcinała fosa z wprowadzonymi do niej wodami Dunaju. Czerwonoarmiści fosę zasypali, ziemię wyrównali, ułożyli betonowe płyty i pobudowali garaże dla swojego taboru zmechanizowanego. Teraz sterczą tu gołe, zarośnięte krzakami mury.

Przeszliśmy krótkim odcinkiem wewnętrznego korytarza Starej Fortecy. Tylko ten fragment dostępny jest dla zwiedzających. Wedle słów naszej przewodniczki, sowieci traktowali to miejsce jak wielkie śmietnisko. Składali w korytarzach wszystko, co nie było im już potrzebne, włączając w to pordzewiałą amunicję. Wypełnione poszczególne odcinki były przez nich kolejno zamurowywane. Teraz trwa proces żmudnego odgruzowywania i oczyszczania. Trzeba przy tym zachować dużą ostrożność, bo nikt nie wie, na jakie niebezpieczne odpady można natrafić.

Ze Starej Fortecy wyszliśmy przez bramę Ferdynanda I. Na rusztowaniach pracowali murarze odtwarzający ozdobne kamienne okładziny. Kilku robotników i gigantyczny zaniedbany teren. „Nec Arte, Nec Marte” („Ani sztuką, ani orężem””) – taka łacińska sentencja widnieje na jednym z bastionów. Teraz przeciwnikiem nie jest żadna armia, ale upływający czas. Oby Forteca nigdy mu się nie poddała.

Copyright © 2014