Nikolsburg / Feldsberg

Wszystko zaczęło się od takiego widoku. Myśleliśmy wtedy o jak najszybszym pokonaniu odległej już tylko o kilkanaście kilometrów granicy, kiedy krajobraz raptownie zmienił się. Monotonny pejzaż lekko pofałdowanej ziemi przełamał obraz wysoko piętrzących się wapiennych wzgórz. Na ich skrajnych szczytach dostrzec można było ruiny dwóch zamków (gwoli prawdy pośrodku tkwiła jeszcze sylwetka przekaźnika telewizyjnego; jego kształt nie psuł na szczęście całej kompozycji).  Wjechaliśmy na wąską, długą groblę prowadzą ponad szeroko rozlanymi wodami jezior. Z lewej strony na niewielkiej wyspie widać było stojący samotnie kościół. Za chwilę byliśmy już u podstawy gór. Ich łagodnie opadające, porośnięte niską roślinnością zbocza zostały zamienione w swojej dolnej części w poletka winorośli. I tak jechaliśmy obok tych winnic, gdy otworzyła się perspektywa na położone na wzniesieniu miasteczko z domami krytymi czerwoną dachówką, wstępującymi wyżej i wyżej w kierunku górującego nad nimi potężnego pałacu. To był okres przedwiośnia, ale tu czuło się już nadejście nowej pory. Słońce, świeża zieleń, czerwone dachy, winnice, romantyczne ruiny. Miałem wrażenie jakbym nagle przeniósł się gdzieś na południe Europy, a to ciągle jeszcze były Czechy, kraj nam pokrewny.

Był rok 2007. Jechaliśmy wtedy z Agnieszką na narty w okolice Salzburga i trudno było zboczyć nam z drogi. Pomyślałem jednak, że warto byłoby tu kiedyś przyjechać specjalnie i zakosztować uroków tych stron. Taka sytuacja powtarzała się potem jeszcze parokrotnie. Mijaliśmy Mikulov, bo tak nazywało się to miasteczko, na trasie do Alp i za każdym razem żałowałem, że nie mogę tu zostać nawet na jeden dzień. Wreszcie nadszedł 2016 rok. Na wiosenne narty nie wybraliśmy się, nie mieliśmy żadnych szczególnych zobowiązań, zbliżał się weekend majowy. Można było pomyśleć o zrealizowaniu pomysłu sprzed lat.

Rankiem 30 kwietnia wyjechaliśmy z Krakowa i po czterogodzinnej podróży samochodem dotarliśmy na południowe rubieże Czech. Naszą wędrówkę po tych terenach zaczęliśmy jednak nie od Mikulowa, lecz pobliskich Valtic.

Czytaj dalej

Copyright © 2014