Rodzinne gniazdo Liechtensteinów

30/04/2016

Książęta Liechtenstein, sprawujący dziś rządy w państwie Liechtenstein, jednym z najmniejszych w Europie, położonym wśród gór pomiędzy Austrią a Szwajcarią, przez całe stulecia mieszkali na terenach, które obecnie należą do Czech, a Valtice stanowiły główną siedzibę ich rodu. Cała ta historia jest dość zawiła, ale trzeba przez nią przebrnąć, żeby zrozumieć, dzięki czemu możemy zwiedzać tu zamki pozostawione przez arystokratów o niemiecko brzmiących nazwiskach.

Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Czechy przez całe wieki znajdowały się w orbicie niemieckiej polityki i kultury, czego najlepszym dowodem jest, że od 1169 roku władcy Czech brali udział w elekcji królów niemieckich, czy nawet byli na nich wybierani (Karol, Wacław, Zygmunt z dynastii Luksemburgów w XIV i XV wieku). Co prawda czeski tron zdobyli w 1471 roku Jagiellonowie, ale w 1526 roku w rezultacie zawartego układu dynastycznego przeszedł on na rzecz Habsburgów, wówczas już twardo dzierżących koronę cesarską. I tak przez kolejnych niemal czterysta lat (do 1918 roku) Habsburgowie sprawowali tu swoje bezpośrednie rządy.

Napływ kolonizatorów z księstw niemieckich na tereny słowiańskie, szczególnie intensywny w wiekach XII i XIII, był zjawiskiem powszechnym, przy czym Morawy (wschodnia część Królestwa Czech) były jednym z tych terytoriów, gdzie osadnictwo niemieckie osiągnęło największą skalę. Takim przybyszem był szlachetnie urodzony, pochodzący z Dolnej Austrii Heinrich von Liechtenstein, który w 1249 roku otrzymał od margrabiego Moraw, późniejszego czeskiego króla Przemysła II Ottokara lenno w postaci zamku Mikulov i kilku wsi. Liechtensteinowie zapuścili na tych nowych włościach mocne korzenie. Co prawda ich kariera nie rozwijała się linearnie, a w 1560 roku ze względów finansowych zmuszeni byli nawet do sprzedaży Mikulova, to jednak z czasem osiągnęli pozycję jednego z najpotężniejszych rodów cesarstwa Habsburgów. Złoty okres rozpoczął się dla nich paradoksalnie wraz z wydarzeniami o katastrofalnych skutkach dla społeczeństwa czeskiego. W 1618 roku doszło do konfliktu między dominującym w Królestwie Czech (przede wszystkim w jego centralnej i zachodniej części zwanej Bohemią) żywiołem protestanckim a katolickim obozem władzy. Poszło o zakres swobód religijnych, a skończyło się na wyborze przez czeskie stany nowego króla w osobie elektora palatyńskiego. Sprawy zaszły za daleko, aby dało się je rozwiązać pokojowo. Obie strony wzmocnione posiłkami z innych państw ruszyły w pole. Armie spotkały się 8 listopada 1620 roku w bitwie pod Białą Górą. Protestanci doznali druzgocącej porażki. Ich król porzucił tron i salwował się ucieczką. Wojska cesarskie zajęły Pragę, przywódców rebelii pojmano i publicznie zgładzono, majątki szlachty protestanckiej uległy konfiskacie, wielu jej przedstawicieli wyemigrowało, nie chcąc nawrócić się na wiarę katolicką. Cesarz zyskał dobra ziemskie, którymi mógł teraz obdarować tych, którzy opowiedzieli się po stronie Habsburgów. Nastąpiła dalsza germanizacja kraju.

Wśród beneficjentów znalazł się Karl I von Liechtenstein (1569-1627), już wcześniej zajmujący wysoką pozycję na dworze i w dowód zasług nagrodzony dziedzicznym tytułem książęcym. W 1622 został wiceregentem w Królestwie Czech, otrzymał księstwo karniowskie (uprzednio sam nabył księstwo opawskie). Za jego czasów główną siedzibą rodu stał się Feldsberg (dzisiejsze Valtice). Jego syn i następca Karl Eusebius, miłośnik architektury i sztuki ogrodowej, zapoczątkował proces przekształcania zamku w Feldsbergu i pobliskiej letniej rezydencji w Lednicach w wielki kompleks pałacowo-parkowy, rozmachem założenia odzwierciedlający wysoką pozycję książęcej rodziny.

Następny z dynastii Liechtensteinów, Johann Adam Andreas, zbudował dwa pałace w Wiedniu i zgromadził kolekcję cennych dzieł sztuki. Poprzez dokonany zakup senioratu Schellenberg (1699) i hrabstwa Vaduz (1712) położył podwaliny pod dalszy wzrost znaczenia swojego rodu, były to bowiem suwerenne terytoria w ramach Świętego Cesarstwa Rzymskiego, podległe jedynie bezpośrednio cesarzowi. W 1719 roku decyzją cesarza Karola VI z terytoriów tych utworzone zostało Księstwo Liechtenstein, a ówczesny książę Anton Florian otrzymał miejsce w kurii książąt Sejmu Rzeszy. Co ciekawe nowe dominium, choć tak ważne z punktu widzenia politycznej pozycji Liechtensteinów, pozostało na peryferiach ich włości. Nadal centralną rolę pełnił pałac w Feldsbergu, położony bliżej Wiednia i bogatych majątków w Austrii i na Morawach. Do 1842 roku w Księstwie Liechtenstein nie pojawił się żaden z jego władców.

Po upadku idei Cesarstwa Rzymskiego Księstwo Liechtenstein weszło w skład Związku Reńskiego (1806), konfederacji państw niemieckich utworzonej pod auspicjami Napoleona, a z kolei po jego klęsce stało się członkiem Związku Niemieckiego (1815). W organizacji tej wiodąca rola należała do Prus i Austrii. Skutkiem ich rywalizacji była wojna w 1866 roku, którą Austria przegrała. Wzmocnione Prusy doprowadziły do powstania zjednoczonych Niemiec (Cesarstwo Niemieckie, 1871). Liechtensteinowie nie przyłączyli się do tej inicjatywy. Zbyt mocne były ich relacje z Habsburgami i Austrią. Ale nawet rozpad imperium Habsburgów po I wojnie światowej nie skłonił ich do przeprowadzki do własnego suwerennego księstwa.

Historyczną granicę między Dolną Austrią a Morawami wykreślał w tym miejscu potok i utworzone na nim stawy, pozostawiając Feldsberg po stronie austriackiej, a Lednice po czeskiej. Oczywiście przez całe lata, a nawet stulecia, nie była to granica realna. Całość należała do państwa Habsburgów. Po przegranej wojnie, w wyniku traktatu pokojowego zawartego przez zwycięską koalicję z Republiką Niemieckiej Austrii (Saint-Germain-en-Laye, 1919) ustanowiono nową, tym razem prawdziwą granicę międzypaństwową. Przesunięto ją bardziej w kierunku południowym, przekazując obszar Feldsbergu Czechosłowacji. Stało się tak, aby linia kolejowa Znojmo-Breclav, prowadząca przez Feldsberg (teraz zwany już Valtice), nie była przecięta granicznym szlabanem. W ten sposób Liechtensteinowie, podobnie jak będąca w zdecydowanej przewadze na tych terenach niemieckojęzyczna ludność, stali się mieszkańcami nowego, obcego im państwa. Pozostali jednak wobec niego lojalni i bynajmniej nie byli entuzjastami zjednoczenia w ramach nazistowskich Niemiec Hitlera. Wręcz przeciwnie, w 1938 roku po wchłonięciu Austrii, a tuż przed układem monachijskim odrywającym od Czechosłowacji Kraj Sudecki, książę Franz Josef II podjął decyzję o opuszczeniu Feldsbergu i przenosinach do Vaduz, stając się tym samym pierwszym księciem Liechtenstein na stałe rezydującym w Księstwie Liechtenstein. Po zakończonej wojnie rodzina nawet nie mogła myśleć o powrocie, gdyż wszystkie jej posiadłości zostały skonfiskowane przez władze Czechosłowacji na podstawie dekretów Benesza o pozbawieniu mienia osób pochodzenia niemieckiego i ich przymusowym wysiedleniu. W Valticach i Lednicach pozostały opuszczone, splądrowane pałace.

Do Valtic dotarliśmy poprzez Lednice. Prowadzi stamtąd prosta jak drut siedmiokilometrowa szosa. Przejeżdża się groblą ponad wodami Hlohoveckiego stawu, skrajem lasu, a potem wśród pól zmierza się w kierunku niewielkiego miasteczka z dominującą bryłą strzelistego kościoła. Z daleka ten kościół można wziąć za pałac, ale stara siedziba Liechtensteinów znajduje się nieco zanim, na niewielkim wzniesieniu, ponad rynkiem miasteczka. Jest to wspaniała barokowa rezydencja, której kształt nadały przebudowy i rozbudowy prowadzone w XVII i na początku XVIII wieku. Można podziwiać wyczucie architektów, którzy stworzyli monumentalną budowlę, ale o doskonałych proporcjach i lekkim wyglądzie.

Schodami wspięliśmy się na reprezentacyjny zewnętrzny dziedziniec z fontanną pośrodku. W bocznym skrzydle mieściła się kasa, w której kupiliśmy wejściówki. Pałac zwiedza się z lokalnym przewodnikiem, ale nie było problemu ze zrozumieniem, gdyż zaopatrzono nas w opisy w języku polskim. Trasa wiodła przez komnaty pierwszego piętra. Przed wejściem trzeba na buty założyć filcowe kapcie, zużyte, mało estetyczne. Parkiety w salach faktycznie były wiekowe, wymagające ochrony, ale można by to zrobić w inny sposób (albo przynajmniej zainwestować w nowe pantofle). Przechodzi się przez pokoje pełniące różne funkcje – publiczne i prywatne. Pomimo zubożenia pałacu spowodowanego po części przez wywóz cenniejszych ruchomości przez Liechtensteinów, po części przez rabunki w trakcie przetaczania się frontu i później, ma się wrażenie, że wszystko to wygląda tak, jak w momencie wyjazdu właścicieli. Uwagę przyciągają urządzenia poprawiające komfort życia mieszkańców – wanna z doprowadzoną bieżącą wodą, klozet, winda kursująca między piętrami. Kiedyś były to nowinki techniczne dostępne tylko dla elity, dziś wyglądają archaicznie. Choć na zewnątrz było przyjemnie ciepło (18oC) i słonecznie, w środku odczuwało się chłód. Dekoracje pomieszczeń ciężkie, przytłaczające. Zaczynałem współczuć Liechtensteinom, że musieli tu mieszkać.

 

Kiedy wyszliśmy, była godzina druga po południu. W sam raz pora na zjedzenie posiłku. Wielkiego wyboru w Valticach nie ma. Parę knajpek, sobota, o wolny stolik ciężko. Ostatecznie wylądowaliśmy w restauracji włoskiej przy rynku. Sam rynek ładny, o nieregularnym kształcie, z zielonym terenem pośrodku. Fasady kamienic czyste, kolorowe, musiały być jedna po drugiej odnawiane niedawno. Posiedzieliśmy na otwartym powietrzu. Niebo niebieskie, słońce świeciło. Jedzenie było dobre. Miło.

Czytaj dalej

Copyright © 2014