Sierocy zamek

02/05/2016

Kiedy zmrok zapada grubo po ósmej, dzień zdaje się być czasami aż nadto długi. Odpoczęliśmy w domu, zrobiliśmy w Tesco zakupy na powrót i ciągle mieliśmy czas do wypełnienia. Agnieszka zaproponowała, żeby podjechać pod któreś z ruin zamków na zboczach Pavlovskich wierchów. Do tych bliżej położonych mieliśmy pięć kilometrów. Znajdują się ponad miejscowością Klentnice.

O tej porze parking był już pusty. Zostawiliśmy samochód i leśną drogą, po 10 minutach marszu, wdrapaliśmy się na szczyt. Nasze zdumienie wzbudził fakt, że tu na wielkiej polanie otoczonej lasem znajdowało się pełnowymiarowe boisko piłkarskie miejscowego klubu. Staliśmy wszakże na Górze Stołowej, był to więc za pewne najbardziej płaski teren w całej okolicy. Tyle że każdy mocniejszy strzał na bramkę grozi tu poszukiwaniem piłki kilkadziesiąt metrów w dole.

Ponad zielonym polem na kilkunastometrowej wysokości skałach sterczą kamienne ruiny gotyckiego zamku. To Sirotčí hrad, Sierocy zamek. Pochodzi z XIII wieku. W 1645 roku w czasie Wojny Trzydziestoletniej został zniszczony przez Szwedów i nie został już odbudowany. Do ruin dostać się można od drugiej strony. Wiedzie tam wąska ścieżka, a końcowy odcinek trzeba pokonać, trzymając się przymocowanych do skały łańcuchów. Na górze trzeba uważać. Ściany, a właściwie ich resztki, kończą się raptownym uskokiem w dół. W kierunku południowym widać wielką kopę najwyższego w paśmie szczytu Děvín, a z jego prawej strony w pewnym oddaleniu ruiny innego zamku (Děvičky hrad).

A już zupełnie ostatnim punktem programu tego dnia była wizyta w winiarni. Wypiliśmy po kieliszku tutejszego białego wina. Agnieszka wzięła riesling, ja tramín červený (gewürztraminer).

Czytaj dalej

Copyright © 2014