Walencja wspaniała

Niemal w trakcie całego lotu z Krakowa towarzyszyło nam czyste niebo. Dopiero, gdy znaleźliśmy się nad regionem Walencji, chmur przybywało, aż zupełnie przysłoniły widok. Gdy wysiedliśmy z samolotu, uderzyły w nas podmuchy zimnego wiatru. Pogoda nie była dużo lepsza niż ta, którą zostawiliśmy u siebie, a przecież przylecieliśmy tu dla zmiany klimatu. Radość z lądowania przygasła. Jednakże gdy metrem dotarliśmy do centrum Walencji i wyszliśmy z podziemnej stacji, nastrój od razu nam się poprawił. Choć niebo dalej było stalowoszare, przestrzeń stała się jakby bardziej rozświetlona. Takie było wrażenie, powodowane widokiem pięknych budowli wyrosłych obok nas, wielopiętrowych kamienic z jasnymi fasadami, o lekkim wyglądzie dzięki dużym przeszkleniom, wielu balkonom, bogatym zdobieniom, fantazyjnym zwieńczeniom. Po drugiej stronie szerokiej alei wznosił się budynek dworca kolejowego Valencia-Norte, bogato dekorowany, o architekturze inspirowanej wiedeńską secesją, a obok arena walki byków (Plaza de Toros), zbudowany na planie koła ceglany gmach, opasany arkadami na czterech kondygnacjach, wywołujący wspomnienie rzymskiego Koloseum. Ulice przyprawione były zielenią palm i drzewek pomarańczy. Zatem jednak znaleźliśmy się w innym świecie i od razu polubiliśmy ten obraz Walencji.  

Z każdym dniem pogoda robiła się coraz lepsza, a my tylko utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że Walencja to miasto wspaniałe, w którym dobrze się mieszka. Niby trzecie pod względem liczby mieszkańców w Hiszpanii, ale nie wielkie, bo wszędzie można było dotrzeć w rozsądnym czasie. Główne aleje są ruchliwe, lecz przepływ aut odbywa się płynnie (przez cały tydzień ani razu nie zdarzyło się nam stanąć w korku). Jest czysto, ulice są wysprzątane, fasady domów wyglądają świeżo. Panuje porządek, zaparkowane samochody nie przeszkadzają przechodniom, rowerzyści mogą bezpiecznie przemieszczać się gęstą siecią ścieżek rowerowych. I te monumentalne kamienice w centrum, nadające splendor miastu…

Czytaj dalej

Copyright © 2014